Ukraina i Mołdawia, dzień 8: Tajemnicze Naddniestrze

Nie ma to jak przeziębienie podczas urlopu… . Na szczęście można powiedzieć, że zawsze mogło być gorzej. Grypa uziemiłaby mnie na dłuższy czas, ale nie tym razem. Sił nie brakuje, więc czas się zbierać na dworzec centralny w Kiszyniowie (Gara Centrala), z którego odjeżdżają marszrutki do Tyraspola – „stolicy” Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej – państwa nieuznawanego przez większość krajów na świecie.

Poranna gorąca herbata dodaje ochoty na wyjście na zewnątrz. W drodze na dworzec odwiedzam pobliską aptekę i kupuję środki mające mi pomóc przetrwać przeziębienie. Sympatyczna starsza farmaceutka żegna mnie prostymi słowami: „Nie trzeba chorować, trzeba być zdrowym”. Niby takie zwykłe, a potrafią dodać otuchy :).

Klimat okolic dworca centralnego w Kiszyniowie przypomina bardziej Azję niż Europę. W pobliżu znajduje się bowiem najbardziej znany i największy targ mołdawskiej stolicy – Piata Centrala. Panujący tu harmider, spowodowany przez przekupki z okolicznych wsi sprzedające swe produkty, przywołuje wspomnienia z czasów dzieciństwa i lat 90 XX w., gdy odwiedzałem takie jarmarki w Polsce.

Póki co nie mam w planach zakupów, zatem czym prędzej kieruję się na dworzec i odnajduję marszrutkę z napisem Tiraspol, która zawiezie mnie do tajemniczego Naddniestrza. Nie musiałem wcześniej sprawdzać rozkładów jazdy, gdyż busy na tej trasie kursują mniej więcej co 20 – 30 minut. Cena za przejazd wynosi ok. 37 mołdawskich lei. Co ciekawe, aktualny rozkład jazdy można odnaleźć na tej stronie. Oprócz godzin odjazdów, udostępniono tam również ceny za kurs, co jest bardzo przydatne.

W Kiszyniowie znajdują się trzy główne dworce autobusowe: Gara de Nord (obsługuje kursy m.in. do miast Balti, Soroca, Odessa), Gara Centrala (kursy do Tyraspola) oraz Gara de Sud (kursy na południe Mołdawii, m.in. do Gagauzji i jej „stolicy” – miasta Comrat). Dworcem położonym najbliżej centrum jest oczywiście Gara Centrala. Z niego właśnie odjeżdżam dzisiaj.

Jeszcze kilka lat temu normalną procedurą było kupowanie biletu na przejazd marszrutką u kierowcy, jednak od czasu, gdy natknąłem się na kontrolę biletów w busie przed odjazdem (więcej przeczytacie w późniejszym wpisie o Comracie i Gagauzji), polecam w razie możliwości zakup biletu w kasie dworca. Unikniemy w ten sposób stresu i wszelakich kombinacji.

Marszrutka wyrusza w trasę około godziny 8:00. Monotonne mołdawskie krajobrazy za oknem nie zwiastują diametralnej zmiany klimatu, która czeka na „granicy” mołdawsko – naddniestrzańskiej. W końcu docieram do posterunku Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej (na mołdawskim nie funkcjonuje kontrola, ponieważ formalnie Mołdawia uznaje Naddniestrze za część swojego terytorium, nie uznając granicy w tym miejscu).

Po dotarciu do posterunku granicznego każdy ma obowiązek udać się do okienka, w którym po okazaniu paszportu otrzymuje się kartę migracyjną, na której wyznaczony jest dopuszczalny okres pobytu na terenie Republiki. Jeszcze kilka lat temu było to odpowiednio: kilkanaście godzin oraz doba. Od końca 2017 r. można przebywać na terenie tego pseudo-państwa nawet przez 45 dni, bez konieczności meldunku (jednak warto upewnić się co do tego na „granicy”. Karta migracyjna wygląda podobnie do tej na zdjęciu poniżej.

Stara karta imigracyjna Republiki Naddniestrza

Stara karta migracyjna Republiki Naddniestrza

Kontrola na posterunku przebiega szybciej niż podejrzewałem. Wracam do marszrutki. Kierowca, po powrocie wszystkich pasażerów, rusza w dalszą drogę. Symboliczny przejazd przez Dniestr w mieście Bendery i widok na największą atrakcję miasta – twierdzę, oznacza jedno: oficjalnie dotarłem do Naddniestrza. Po przyjeździe na dworzec w Tyraspolu, kieruję się do centrum miasta ulicą… Lenina. Po odnalezieniu kantoru, w którym wymieniam euro na naddniestrzańskie ruble, mogę spokojnie udać się na „zwiedzanie” stolicy.

Z walutą Naddniestrza wiąże się ciekawa historia. Mianowicie, w 2004 r. obecna Mennica Polska produkowała żetony, które stały się potem oficjalnym środkiem płatniczym w tej nieuznawanej prawie przez nikogo republice. Sprawa otarła się o międzynarodowy skandal, a więcej na ten temat możecie przeczytać tutaj. Faktem jest, że miejscowego rubla nie można wymienić nigdzie indziej, tylko na terenie Naddniestrza, a więc muszę pamiętać o tym, aby albo wydać wszystko, albo z powrotem zaliczyć wizytę w kantorze. Najmniejsze nominały banknotów Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej przedstawiają wizerunek Aleksandra Suworowa – rosyjskiego generalissimusa, który nie jest zbyt miło wspominany w Polsce, choćby z uwagi na znaczący udział w tłumieniu konfederacji barskiej i insurekcji kościuszkowskiej (w tym rzezi mieszkańców warszawskiej Pragi).

Zanim rozpocznę spacer po Tyraspolu, chciałbym napisać parę słów odnośnie historii Naddniestrza. Po rozpadzie ZSRR, w 1991 r. Mołdawia ogłosiła niepodległość. Rok wcześniej jednostronnie ogłosiła ją także Naddniestrzańska Republika Mołdawska, co doprowadziło do wojny domowej, której największa intensywność przypada na połowę 1992 r. Głównym punktem zapalnym stało się pominięcie języka rosyjskiego (używanego przez większość mieszkańców Naddniestrza) jako oficjalnego języka państwowego. Naddniestrzańska armia, wspierana dodatkowo przez armię rosyjską, skutecznie „przestraszyła” Mołdawian. Konflikt militarny, w którym zginęło co najmniej kilkaset osób, a wiele więcej przesiedlono, zakończyło podpisanie w lipcu 1992 r. w Moskwie zawieszenia broni (Galusek Ł., Jurecki M., Dumitru A., Janas K., Żurek Sz., Rumunia. Mozaika w żywych kolorach oraz Mołdowa, wyd. Bezdroża, wydanie 4, Kraków, 2011).

Dom Sowietów w Tyraspolu

Dom Sowietów w Tyraspolu

Zwiedzanie miasta (ok. 160 tys. mieszkańców), którego nazwa pochodzi od dawnej greckiej nazwy Dniestru – Tiras, rozpoczynam od Domu Sowietów. Wykonywanie fotografii budynków rządowych oraz wojskowych na terenie Naddniestrza jest nielegalne, a więc dla świętego spokoju staram się zrobić je z ukrycia.

Dom Sowietów, przed którym dumnie widnieje popiersie Lenina, jest obecnie siedzibą Rady Miejskiej Tyraspola. Położony przy ulicy 25 Października budynek, podobnie jak większość obiektów w mieście, jest typowym przykładem architektury socrealizmu, choć trzeba przyznać, że elementy neoklasycystyczne dodają mu odrobiny uroku, przez co wygląda bardziej przyjaźnie niż pozostałe budynki w Tyraspolu.

„Kocham Tyraspol”

W pobliżu Domu Sowietów znajduje się wytwórnia koniaku Kvint. To jedna z marek, z których słynie Tyraspol, więc nie mogę sobie odmówić odwiedzin w jednym z firmowych sklepów producenta i zakupu tegoż specjału. Do wyboru mamy wiele rodzajów trunku, a więc każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie.

Ulice wyglądają na wyjątkowo czyste i zadbane, a zaopatrzenie supermarketów nie odbiega specjalnie od tych z Kiszyniowa. Prawie wszędzie w oczy rzuca się jedno słowo „Sheriff”. To firma, która skupia w sobie sieć supermarketów, fabrykę alkoholu, restauracje (w tym nomen omen tę o nazwie „Mafia”), sieć telefonii, stacje benzynowe, no i znaną prawie wszystkim kibicom piłkarskim, a już szczególnie tym wspierającym Legię Warszawa – drużynę Sheriffa Tiraspol.

Plakat reklamujący wybory

Plakat reklamujący wybory „Miss Naddniestrza”

„Razem z Rosją przeciw oligarchom”

Główne ulice miasta są szerokie, a życie wydaje się toczyć zwykłym, niespiesznym rytmem. Gdyby nie propagandowe plakaty na ulicach, wychwalające przyjaźń z Rosją, dobrobyt i bojowników o wolność Naddniestrza, można by pomyśleć, że jest się w „normalnym” kraju wschodniej Europy. Nie nazwałbym tego pseudo-państwa skansenem komunizmu, jak to niektórym zdarza się go określać, ale fakt jest, że nazwy wielu ulic w mieście przenoszą w czasy, gdy Lenin i Stalin dyktowali warunki we wschodniej części Europy. No bo gdzie jeszcze (nie licząc Rosji, wschodnich części Ukrainy i prowincji w pozostałych krajach byłego ZSRR) znajdziemy ulice Suworowa, Lenina, czy Róży Luksemburg?

Pomnik Suworowa w Tyraspolu

Pomnik Suworowa w Tyraspolu

Idąc na zachód, zauważam pomnik jednego z panów wspomnianych powyżej. To generalissimus Aleksander Suworow, którego działania na rzecz utraty przez Polskę niepodległości zostały przedstawione kilka akapitów wcześniej. W dostojnej pozie dosiada on konia. Monument został ustawiony na niewielkim wzniesieniu i jest jednym z bardziej charakterystycznych miejsc naddniestrzańskiej „stolicy”. Często bawią się tu dzieci, pozując przy okazji do fotografii, wykonywanych przez dumnych rodziców.

Kino

Kino „Tyraspol”

Nieopodal znajduje się wzniesiony w typowo socrealistycznej architekturze budynek kina „Tyraspol”, a w jego okolicach pchli targ, na którym można zakupić ciekawe pamiątki, szczególnie te z czasów ZSRR, między innymi stare monety.

Kilkaset metrów na zachód spostrzegam kolejną „perłę” sowieckiej architektury. To siedziba parlamentu Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej, a przed nią drugi pomnik Lenina, który mam okazję podziwiać dzisiejszego dnia. Naddniestrze, oprócz wspomnianej wcześniej własnej waluty, ma również własny parlament, prezydenta, premiera, wojsko, milicję oraz flagę a więc wszelkie cechy prawdziwego państwa. Ciekawostką jest to, że flaga Naddniestrza jako jedyna na świecie wciąż zawiera symboliczny sierp i młot.

Pomnik Lenina w Tyraspolu

Pomnik Lenina w Tyraspolu

Mimo wszelkich atrybutów, które pozwalałyby uznać Naddniestrze za kolejny niepodległy kraj na mapie świata, do tej pory zdecydowały się na to jedynie dwa „państwa”, też nieuznawane przez większość na świecie: Abchazja i Osetia Południowa. Ich ambasady znajdują się przy jednej z głównych ulic miasta, którą cały czas podążam – ulicy 25 Października. Na uznanie niepodległości Naddniestrza nie zdecydowała się nawet Rosja, co z pewnością smuci mieszkańców tej pseudo-republiki.

W Tyraspolu

W Tyraspolu

Powoli zbliżam się do pomnika poległych w wojnie o Naddniestrze, będącego ostatnim ciekawym punktem na mapie miasta. Zabytków interesujących z punktu widzenia typowego turysty prawie tu nie ma. Ale nie łudźmy się. Nie przyjeżdża się tutaj, aby podziwiać perły barokowej czy gotyckiej architektury. To co przyciąga do Tyraspolu to klimat, którego próżno szukać gdzie indziej.

„Twarze zwycięstwa”

Chcąc kupić pamiątki, trzeba się nieco natrudzić. Pocztówek nie znajduję nigdzie, a na magnesy natrafiam dopiero w jednym ze sklepów papierniczych przy ul. 25 Października. Wyboru nie ma zbyt dużego. Zadowalam się magnesem z… czołgiem T-34. Cóż… przynajmniej od razu wiadomo, że jest to pamiątka z Naddniestrza! 🙂

Pomnik poległych w wojnie o Naddniestrze, Tyraspol

Pomnik poległych w wojnie o Naddniestrze, Tyraspol

W kieszeni zostało mi jeszcze trochę rubli, które zamierzam wydać do końca, zostawiając sobie na pamiątkę choć dwa banknoty o nominale 1 rubla z podobizną Aleksandra Suworowa. Na wspomniane wcześniej żetony pochodzące z Polski niestety się nie natknąłem. Odwiedzam przydrożną budkę i zamawiam… czarnego burgera. Ceny wcale nie są tak niskie, jak można by podejrzewać. Są porównywalne do tych w Polsce, a zatem wyższe niż w Kiszyniowie. Różnica nie jest kolosalna, ale na tyle duża, aby ją zauważyć.

Czołg T-34 w Tyraspolu

Czołg T-34 w Tyraspolu

Pomnik poległych w wojnie o Naddniestrze nie wywiera specjalnego wrażenia na osobach spoza Republiki. Ot, pomnik jak pomnik – dla mieszkańców Tyraspola i Naddniestrza ważny głównie z propagandowego i patriotycznego punktu widzenia. Tuż obok niego znajduje się monument czołgu T-34, znany mi już z magnesu, który zakupiłem w sklepie. To drugie miejsce (po pomniku Suworowa) będące ulubionym punktem spotkań Tyraspolan, przy którym ochoczo się fotografują.

Czas zakończyć wizytę w „stolicy” Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej. Spodziewałem się tu większej ilości wątków komunistycznych i bardziej mrocznego charakteru miasta. Zaskoczyła mnie duża ilość sklepów, restauracji i coraz bardziej zmieniającego się charakteru miasta. Na ulicach widać dopływ gotówki z Rosji, która wciąż wspiera finansowo Naddniestrze. Gdyby nie to, wydaje mi się, że na ulicach nie byłoby tak różowo.

Docieram do dworca i oczekuję na marszrutkę do Kiszyniowa. Kierowca, którego spotykam, mówi, abym… odszedł kilkadziesiąt metrów od dworca i tam zatrzyma się i mnie zabierze. Hmmm… czyżby bilecik bez odprowadzonego podatku? 🙂 Cóż… taki mamy klimat. Na szczęście za przejazd można płacić w mołdawskich lejach, a nie w naddniestrzańskich rublach.

Na „granicy” oddaję kartę migracyjną, nie wysiadając nawet z busa. Pracowniczka punktu kontrolnego zabiera wszystkim pasażerom karteczki i pozwala jechać dalej. No proszę – jakie miłe zaskoczenie!

Po dotarciu na dworzec centralny w Kiszyniowie, postanawiam coś zjeść. Mój wybór pada na jedną z restauracji należącej do sieci La Placinte. Można tam zjeść typowe dla kuchni wschodniej i mołdawskiej dania, a także napić się lokalnego wina w śmiesznie niskich cenach (przeliczając na złotówki to tylko 4 zł za lampkę trunku). Zamawiam solankę i tradycyjną mołdawską placintę (czyli placek) z serem.

Po kulinarnej uczcie wracam objedzony do hostelu i usiłuję zregenerować siły do walki z chorobą. Motywacja jest wielka, gdyż jutro czeka na mnie wycieczka do największej atrakcji Mołdawii – Orheiul Vechi, czyli do Starych Orhei.

Galeria zdjęć z Ukrainy do obejrzenia tutaj.

Galeria zdjęć z Mołdawii do obejrzenia tutaj.

Reklamy
Categories: Mołdawia | Tagi: , , , | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: