Ukraina i Mołdawia, dzień 7: Pierwsze kroki w Kiszyniowie

Czas kończyć pobyt w Odessie. Miasto urzekło mnie klimatem, architekturą i dużą ilością kotów na ulicach. Pora przenieść się w tajemnicze, nieodkryte miejsce, do jednego z najrzadziej odwiedzanych krajów w Europie (o ile nie najrzadziej) – do Mołdawii.

Opuszczam hostel jak najszybciej i kieruję się w stronę dworca autobusowego Privoz w Odessie, z którego odjeżdżają międzynarodowe autobusy do różnych miejsc na Ukrainie i w Europie. Po dotarciu na miejsce siadam na ławce przy stanowisku, z którego ma wyjechać mój autokar. Towarzyszą mi smugi dymu wypuszczanego z ogromnej ilości papierosów. Mam wrażenie, że w tym kraju każdy pali… .

Po około dwudziestu minutach podjeżdża autobus do Kiszyniowa, ale… parkuje przy innym stanowisku niż jest wskazane na bilecie. Pytam dla pewności kierowcę, czy mój bilet jest ważny na ten konkretny przejazd i po upewnieniu się zostawiam bagaż w luku. Pasażerów nie jest zbyt dużo. Niektórzy dopiero kupują bilet u kierowcy, zatem moje obawy odnośnie wolnych miejsc na ten kurs były bezpodstawne. Około 15 minut po godzinie 8 autobus odjeżdża do Kiszyniowa.

Przejście graniczne w Palance, do którego zmierzamy, znajduje się na południowo-wschodnim krańcu Republiki Mołdawii. Podróż przez nie to alternatywa dla krótszego przejazdu przez Naddniestrze (nie zdecydowałem się na tę opcję z uwagi na wątpliwości dotyczące formalności na granicy i kwestię pieczątek wjazdowych do Mołdawii). Aby uniknąć problemów i cieszyć się podróżą bez przeszkód, jadę więc przez Palancę.

Po dotarciu do przejścia granicznego rozpoczynają się formalności paszportowe i wyrywkowa kontrola bagażu. Oddajemy paszporty kierowcy (nie ukrywam, że jest to nieco stresujące z uwagi na dość egzotyczną jak na Europę granicę) i czekamy na rozwój wydarzeń.

No właśnie… bagaż. Wszyscy (tak  – WSZYSCY) pasażerowie jadący z Odessy do Kiszyniowa podróżują z torbami i siatkami. Nic zatem dziwnego, że mój trekkingowy, wielki, 75 litrowy plecak, wzbudza zainteresowanie ukraińskich celników. Nie ma rady. Muszę wyjść z autobusu, otworzyć plecak i odpowiedzieć na parę pytań (cel podróży, czy mam coś do oclenia, itp.). Język rosyjski bardzo się w tym wypadku przydaje. Po krótkiej rozmowie wsiadam z powrotem do autobusu i zajmuję swoje miejsce. Kierowca oddaje nasze paszporty i ruszamy w dalszą drogę.

W końcu jest – Mołdawia. Płaski teren wraz ze zbliżaniem się do Kiszyniowa staje się coraz bardziej pagórkowaty. Przy drodze sielanka i swojski klimat – kury, gęsi i kozy chodzące tuż przy drodze i… dużo śmieci. To wrażenia, jakie towarzyszą mi podczas pierwszych chwil w tym kraju. Egzotyka pełną parą, a to przecież… jeszcze Europa.

Im bliżej Kiszyniowa, tym bardziej odczuwam ból gardła i wzmaga mi się katar. Nie wygląda to dobrze, ale cóż… nie ma wyboru i trzeba przetrzymać to przeziębienie – oby tylko przeziębienie… .

Po około 6 godzinach jazdy docieram na kiszyniowski dworzec północny (Gara Auto de Nord). Jego atmosfera przypomina mi krakowski dworzec PKS sprzed około 20 lat. Spory gwar, wątpliwego stanu technicznego pojazdy i unikalny klimat. Wyciągam mapę Kiszyniowa i kieruję się w stronę centrum miasta, a zarazem do mojego hostelu, w którym spędzę parę nocy podczas pobytu w Mołdawii. Dzieli mnie od niego ok. 4,5 km, a więc dotarcie do celu zajmuje mi około godziny. Po drodze wymieniam pieniądze na mołdawskie leje i melduję się w centrum mołdawskiej stolicy.

Moim hostelem jest Guest House Suisse. Mimo że z zewnątrz nie prezentuje się zbyt okazale i nie zachęca do odwiedzin, mogę go polecić z czystym sumieniem dla samotnie podróżujących osób. Jest tu wszystko, czego potrzeba. W recepcji wita mnie sympatyczna pani, opłacam nocleg za wszystkie noce z góry i zostawiam swoje bagaże. Po krótkim odpoczynku postanawiam udać się na miasto i zobaczyć, co ma do zaoferowania.

Kiszyniów to stolica Mołdawii położona nad rzeką Byk. W zależności od źródła, liczbę jej ludności podaje się w granicach 600 – 700 tys. Podobnie jak Rzym, miasto rozłożyło się na siedmiu wzgórzach. Na próżno jednak szukać więcej podobieństw między obiema stolicami (Galusek Ł., Jurecki M., Dumitru A., Janas K., Żurek Sz., Rumunia. Mozaika w żywych kolorach oraz Mołdowa, wyd. Bezdroża, wydanie 4, Kraków, 2011).

Pierwsze wzmianki o Kiszyniowie pochodzą z XV w. Nie jest to zatem stare miasto. Czas jego największego rozwoju przypada na XIX w., kiedy to liczyło 100 tys. mieszkańców. Najciekawsze architektonicznie budynki zostały zniszczone podczas II wojny światowej i dziś, nawet w centrum miasta, przeważają socrealistyczne, brzydkie kloce. Czy zatem jest coś, co warto tu zobaczyć? Spróbuję zrobić to na raty. Pierwsza, zapoznawcza część spaceru po Kiszyniowie już teraz. Zapraszam!

Park Stefana Wielkiego (Parcul Ştefan cel Mare)

Park Stefana Wielkiego (Parcul Ştefan cel Mare)

Swoje pierwsze kroki kieruję w stronę głównego parku Kiszyniowa – Parku Stefana Wielkiego, znajdującego się w samym centrum miasta. Mołdawska stolica, z uwagi na dużą powierzchnię zielonych terenów, które zajmują jej obszar, zwana jest „zieloną”. Wspomniany park jest najbardziej reprezentacyjnym spośród nich.

Fontanna w Parku Stefana Wielkiego

Fontanna w Parku Stefana Wielkiego

Główną alejką parku jest Aleja Klasyków Mołdawskiej i Rumuńskiej Literatury. Wśród nich znalazł się Aleksander Puszkin, który spędził w parku niejedno popołudnie i wieczór. Ciekawym obiektem, który zwraca moją uwagę, jest fontanna. W sezonie letnim musi ona wyglądać jeszcze piękniej. Uroki żadnego parku podczas jesieni nie mogą się jednak równać z okresem wiosenno-letnim, zatem idę szukać czegoś innego, co może mnie zainteresować.

Nie jest tego zbyt wiele. Spaceruję szarymi ulicami otoczonymi przez nieciekawe, socrealistyczne budynki. Moją uwagę przykuwa… wilczyca kapitolińska, a dokładniej rzecz ujmując, jedna z jej kopii, znajdująca się przed Muzeum Archeologii i Historii Mołdawii. Czyżby Mołdawianie uważali się za potomków Rzymian, podobnie jak polska szlachta – Sarmatów? Interesujące…

Muzeum Archeologii i Historii Mołdawii
Muzeum Archeologii i Historii Mołdawii

Samo muzeum nie interesuje mnie na tyle, aby do niego wstąpić. Oprócz znalezisk archeologicznych z terenów obecnej Mołdawii umieszczono w nim m.in… radzieckie plakaty propagandowe. Porównując to z wilczycą kapitolińską, hmmmm… oceńcie to sami ;).

Pomnik Stefana Wielkiego na placu w centrum Kiszyniowa

Pomnik Stefana Wielkiego na placu w centrum Kiszyniowa

Nie widząc niczego ciekawego w bezpośrednim sąsiedztwie muzeum, powracam na główny plac miasta, na którym znajduje się pomnik Stefana Wielkiego – hospodara mołdawskiego z przełomu XV i XVI w., pod którego panowaniem państwo urosło w siłę. Rzeźba została wykonana w 1928 r.

Główna ulica miasta - Bulward św. Stefana Wielkiego (Bulevardul Ștefan cel Mare și Sfânt)

Główna ulica miasta – Bulwar św. Stefana Wielkiego (Bulevardul Ștefan cel Mare și Sfânt)

Przy placu znajdują się najciekawsze obiekty mołdawskiej stolicy. Specjalnie użyłem słowa „obiekty”, gdyż nie do wszystkich pasuje słowo „zabytek”, chyba że sowieckie kloce z XX w. można by tak określić.

Bulwar św. Stefana Wielkiego (Bulevardul Ștefan cel Mare și Sfânt), który stanowi północną granicę placu, zwany jest górnolotnie kiszyniowskimi Polami Elizejskimi, z uwagi na szerokość alei i obecność przy niej łuku triumfalnego. Liczy sobie, bagatela, prawie 4 km długości.

Łuk Triumfalny w Kiszyniowie, w tle budynek parlamentu Mołdawii

Łuk Triumfalny w Kiszyniowie, w tle budynek parlamentu Mołdawii

Budowla, która kojarzy się bardziej z atrakcjami Rzymu czy Łukiem Triumfalnym w Paryżu, została wzniesiona w 1840 r. w celu uczczenia zwycięstwa Armii Rosyjskiej nad Turkami w 1812 r. Zwana jest Świętymi Wrotami. Powstała niejako przez przypadek. Pierwotnie, aby uczcić zwycięską bitwę, planowano zawiesić odlane ze zdobycznych dział dzwony w miejscowej katedrze, jednak… nie zmieściły się tam. Wobec tego postanowiono wznieść łuk i to na nim zawiesić dzwony (Galusek Ł., Jurecki M., Dumitru A., Janas K., Żurek Sz., Rumunia. Mozaika w żywych kolorach oraz Mołdowa, wyd. Bezdroża, wydanie 4, Kraków, 2011).

Mołdawski parlament w Kiszyniowie i miasteczko namiotowe podczas jesiennych protestów w 2015 r.

Mołdawski parlament w Kiszyniowie i miasteczko namiotowe podczas jesiennych protestów w 2015 r.

Mołdawski parlament w Kiszyniowie i miasteczko namiotowe podczas jesiennych protestów w 2015 r.

Mołdawski parlament w Kiszyniowie i miasteczko namiotowe podczas jesiennych protestów w 2015 r.

Miejscowe rozrywki :)

Miejscowe rozrywki 🙂

Naprzeciwko łuku triumfalnego znajduje się budowla wzniesiona w latach 60 XX w., która stanowi kwintesencję kiszyniowskiej architektury. To parlament mołdawski, pod którym moją uwagę zwraca miasteczko namiotowe. Nie rozumiem języka rumuńskiego, ale z informacji uzyskanych przed wyjazdem wynika, że protestujący tu ludzie żądają dymisji rządu po skandalach korupcyjnych i licznych defraudacjach publicznych pieniędzy. O szczegółach tych ogromnych oszustw możecie przeczytać tutaj.

Jest dość zimno, więc szczerze współczuję protestującym. W pobliżu miasteczka widać sporo policyjnych patroli. Nie wiadomo tylko, czy czuwają nad bezpieczeństwem ludzi w namiotach, czy parlamentarzystów. Obstawiam jednak to drugie… .

Kontrasty Kiszyniowa

Kontrasty Kiszyniowa

Przechodzę na drugą stronę „kiszyniowskich Pól Elizejskich” i znajduję się w Parku Katedralnym. Na jego terenie znajduje się najważniejsza świątynia mołdawskiej stolicy – neoklasycystyczna Katedra Prawosławna, wzniesiona w XIX w. Dzwonnica, która się przed nią znajduje, została odbudowana (oryginalną wysadzono w powietrze latach 60 XX w.). Cóż… jeśli tak wygląda główna katedra stolicy, to chyba naprawdę nie ma tu nic ciekawego do zwiedzania… .

W pobliżu dzwonnicy zauważam typową kiszyniowską scenkę: starszych panów grających w szachy na świeżym powietrzu. Rozrywka ta jest popularna nie tylko tutaj, ale i w wielu krajach południowej i wschodniej Europy. Wyobrażam sobie lato i setki szachów rozstawionych w zieleniejących się, licznych kiszyniowskich parkach. Ciekawie musi to wyglądać :).

Typowa ulica w Kiszyniowie

Typowa ulica w Kiszyniowie

Najciekawsze zabytki, tzn. najciekawsze budynki Kiszyniowa, już zobaczyłem. Teraz przechadzam się po bocznych ulicach, usiłując znaleźć coś interesującego. Niewiele to jednak daje. Typowa kiszyniowska ulica wygląda tak, jak na poniższym zdjęciu. Szaro, buro i nieciekawie. Gdzieniegdzie zza socrealistycznych budynków wyłaniają się nowoczesne, szklane biurowce, ale można je policzyć na palcach jednej ręki. Nie jest to na pewno duża, europejska metropolia. Nie ma się co oszukiwać.

Po minięciu Teatru Narodowego postanawiam coś zjeść. Nie mam zbyt dużo czasu, aby zastanawiać się, co zamówić, więc wybieram pierwszy lepszy lokal z amerykańskimi burgerami. Cóż… typowo mołdawski lokal to nie jest, ale na jutro obiecuję sobie znaleźć coś lepszego i lokalnego. Po zaspokojeniu apetytu i szybkim piwku na zakończenie dnia, zmęczony docieram do hostelu.

Spotykam w nim po raz kolejny Kanadyjczyków podróżujących po wschodniej Europie. Gdy dowiadują się, że jestem z Polski, wypowiadają słowo, które zapamiętali z wizyty w naszym kraju. Nie chcę używać wulgaryzmów na forum publicznym, dlatego nie będę go ujawniał. Smutne to i bolesne.

Nie czuję się najlepiej. Katar i ból gardła wciąż dokuczają i jest coraz gorzej. Mam nadzieję, że jutro choć trochę się poprawi. Tym bardziej, że w planach mam wizytę w separatystycznej, tajemniczej republice Naddniestrza. Witaj przygodo!

Galeria zdjęć z Ukrainy do obejrzenia tutaj.

Galeria zdjęć z Mołdawii do obejrzenia tutaj.

Reklamy
Categories: Mołdawia | Tagi: , , | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: