Jurków – Mogielica – Rzeki

Do kategorii „Moje miejsca” trafiają wyjątkowe szlaki, miasta, czy zakątki, w których czuję się tak dobrze, że mógłbym w nich przebywać w nieskończoność. Jedno z takich miejsc, a właściwie trasę biegnącą przez przepiękne i urocze fragmenty polskich Beskidów, chciałbym dla Was dzisiaj opisać.

Jak pewnie wiecie (albo i nie wiecie), Beskid Wyspowy od dziecka jest mi bardzo bliski. Począwszy od czasów gimnazjum, poprzez liceum, studia i wreszcie obecnie, lubię spędzać tu czas i wypoczywać. Bliska odległość od Krakowa sprawia, że dostać się tu bardzo łatwo i przyjemnie, a przy tym nie towarzyszą nam na szlakach tłumy turystów.

Trasa, która dzisiaj opiszę, prowadzi na najwyższy szczyt Beskidu – Mogielicę – o wysokości 1171 m n.p.m. i liczy sobie około 16 km. Jest więc ze wszech miar odpowiednia na wiosenny, jednodniowy (bądź weekendowy) wypad za miasto, choć szczególnie pięknie szlak ten wygląda jesienią. Nie ma co jednak czekać na babie lato, tym bardziej, że zima już raczej za nami. Cieszmy się więc jej urokami i ruszajmy w góry!

Nasza trasa biegnie następująco (kolor czcionki oznacza kolor szlaku):

Jurków – Mogielica 

Mogielica – Krzysztonów – Jasień – Rzeki

Trasa Jurków ↔ Rzeki w serwisie mapa-turystyczna.pl

Swoją dzisiejszą przygodę rozpoczynam na parkingu przy ul. Ogrodowej w Krakowie. To właśnie stąd odjeżdżają busy do Jurkowa (ich rozkład możecie odnaleźć na tej stronie). O godzinie 7.45 zajmuję miejsce przy oknie i po niecałych 2 godzinach jazdy melduję się na docelowym przystanku autobusowym. Podczas podróży zwracam uwagę na bociana, który zdążył już powrócić z zimowych wakacji w Afryce. A więc stało się – wiosna! Dziś najcieplejszy dzień w roku – około 21 °C :).

Swe pierwsze kroki w Jurkowie kieruję do miejscowego drewnianego kościółka, liczącego sobie już ponad 100 lat. Dzięki temu, że trwają przygotowania do ślubu, mogę wejść do środka i podziwiać go w pełnej okazałości. Moją uwagę przykuwają przede wszystkim malowidła – zarówno na suficie, jak i ścianach świątyni, a szczególnie te umieszczone w przedsionku. Są interesujące. Przynajmniej dla mnie. Możecie je zobaczyć poniżej.

Malowidła we wnętrzu kościoła w Jurkowie

Malowidła we wnętrzu kościoła w Jurkowie

Nie chcę zbyt długo przeszkadzać w przygotowaniach do uroczystości, toteż pospiesznie opuszczam świątynię i kieruję się do głównego skrzyżowania we wsi, skąd wyruszam na szlak. Wędrówka na Mogielicę (przez miejscową ludność zwaną także Kopą) zajmie mi ok. 2,5 godziny. W drogę!

Pan Andrzej Matuszczyk w swoim przewodniku po Beskidzie Wyspowym z 2004 r. wspomina, że niebieski szlak prowadzący na Mogielicę bardziej nadaje się do zejścia niż wyjścia. Nie do końca zgadzam się z tym stwierdzeniem. Owszem, końcówka trasy może zmęczyć, ale widziałem już o wiele bardziej strome podejścia, a to na „Królową Beskidu Wyspowego” na pewno się do nich nie zalicza.

Z kościoła podążam na wschód drogą w kierunku wsi Chyszówki. Za mostem na rzece Łososinie (tutaj zwanej Jurkówką) skręcam w prawo, w asfaltową drogę, aby po kilku minutach spaceru wśród zabudowań Jurkowa odbić w lewo, w gruntową drogę, która wyprowadza mnie na jeden z bocznych grzbietów Mogielicy.

Widok na Jurków ze szlaku na Mogielicę

Widok na Jurków ze szlaku na Mogielicę

Wraz z nabieraniem wysokości widoki na Beskid Wyspowy stają się coraz bardziej rozległe. Szczególnie efektownie prezentuje się Ćwilin, który ze szlaku wygląda na potężną górę. I taką jest w istocie. Droga wznosi się lekko, a ja nie odczuwam specjalnego zmęczenia. Po chwili wkraczam w las. Rozpoczyna się najmniej interesujący odcinek szlaku, którego kres wyznacza polana i osiedle Cyrla.

Widok z Cyrli na Luboń Wielki i Babią Górę

Widok z Cyrli na Luboń Wielki i Babią Górę

Rozwidlenie dróg. Droga na prawo prowadzi do zabudowań mieszkalnych i gospodarczych, szlak niebieski prowadzi lewą stroną polany. Podchodzę kilkanaście, kilkadziesiąt metrów w stronę domostw. Przede mną rozpościera się ładny widok. Na pierwszym planie – najdłuższe ramię Mogielicy, którym będę schodził do Rzek. Bardziej na zachód – masywna sylwetka Ćwilina, a jeszcze dalej – schowana nieco we mgle Królowa Beskidów, czyli Babia Góra i liczne wierzchołki Beskidu Wyspowego.

Na polance spędzam około 20 minut, wylegując się i chłonąc promienie słońca. Tego mi było trzeba! Uzupełniam zapasy kalorii oraz wody i czym prędzej ruszam przed siebie.

Szlak prowadzi cały czas przez polanę. Tuż przed jej opuszczeniem widać stąd nie tylko południowe i zachodnie fragmenty Beskidu Wyspowego, ale także… północne z Łopieniem i Pasmem Łososińskim na czele. Na jednym z odgałęzień grzbietowych Mogielicy zauważam Polanę Wyżnikówka, w kierunku której zmierzam, a która łączy szlaki: zielony i niebieski, wprowadzające na najwyższy szczyt pasma. Wchodzę w las.

Szlak przecinający stokówkę - idziemy do góry na lewo

Szlak przecinający stokówkę – idziemy do góry na lewo

Po kilku minutach spotykam szeroką drogę stokową, którą przebiega niebieski szlak rowerowy. Śniegu coraz więcej. Przechodzę na jej drugą stronę, aby rozpocząć kolejny etap wspinaczki. Nie martwcie się jednak. Ścieżka, którą widzicie na zdjęciu po lewej stronie, tylko początkowo wygląda tak groźnie. Po kilkudziesięciu metrach nachylenie stoku maleje i można cieszyć się miłą i przyjemną wędrówką.

Kapliczka przed szczytem Mogielicy

Kapliczka przed szczytem Mogielicy

Od jakiegoś czasu towarzyszą mi kapliczki drogi krzyżowej, które ustawiono na szlaku. Sceneria w jakiej się znalazłem (przepiękny las bukowy) doskonale prezentuje się o każdej porze roku. Dzisiaj mam okazję doświadczyć dwóch z nich: wiosny i zimy. Miejsca bezśnieżne przeplatają się z głębokimi płatami śniegu. Staram się je omijać, gdyż wejście w coś takiego do przyjemności nie należy. Na granicy śniegu i podłoża znajduje się mnóstwo wody i błota. Musimy wytrzymać do czasu aż cały śnieg stopnieje i będziemy się mogli cieszyć suchą trawką. Już niedługo… :).

Przy szlaku mijam charakterystyczną kapliczkę XII stacji drogi krzyżowej. Uzupełniam płyny oraz kalorie i ruszam dalej. Rozpoczynam podejście. Trochę bardziej strome niż dotychczasowy fragment szlaku, ale nie na tyle kłopotliwe, abym mógł je nazwać „mordercze”. Po prostu… jesteśmy w górach, więc musi być do góry, prawda? 🙂

Przede mną jeszcze tylko kilkaset metrów i… jest! Szczyt Mogielicy zdobyty! Pod wieżą widokową, ustawioną tutaj ponownie po 28 latach przerwy w 2008 r., wielu turystów. Jakże wiele zmieniło się w tym miejscu na przestrzeni ostatnich 10 lat! Pusty i spokojny, niczym nie wyróżniający się wierzchołek, zamienił się w centrum turystyki we wschodniej części Beskidu Wyspowego. Czy to dobrze, czy źle? Jak wszystko, ma to swoje plusy i minusy. Ocenę pozostawiam Wam, ale i tak tęsknię do tych pustek na szczycie i czasów, gdy o wieży na Mogielicy można było tylko pomarzyć.

Widok z Mogielicy na zachód

Widok z Mogielicy na zachód

Teraz stała się ona faktem. Wspinam się zatem po kilkudziesięciu drewnianych schodach na górę, aby podziwiać dookolne widoki na wszelakie pasma górskie w bliższej lub dalszej okolicy.

Co widzą me oczęta? Na północy Łopień, a za nim charakterystyczna, trapezoidalna sylwetka Kostrzy. Na wschodzie Modyń i majaczące w oddali pasmo Beskidu Sądeckiego. Widoki na zachód również zapierają dech w piersiach. Są one kwintesencją Beskidu Wyspowego. Podziwiam kolejno: Luboń Wielki, Lubogoszcz, Ćwilin, Śnieżnicę, Lubomira, a także widzianą już dzisiaj Babią Górę, leżącą jednakowoż w Beskidzie Żywieckim. W przypadku dobrej widoczności, z wieży można podziwiać wspaniałą panoramę Tatr. Tym razem niebo nie jest tak przejrzyste, jakbym tego chciał, więc nie mogę kontemplować ich zarysów w pełnej okazałości. Może następnym razem? Na południu widać tylko Gorce.

Jeśli wierzyć ludowym podaniom, Mogielica ma być żoną wielkoluda Łopienia, zamienionego po śmierci w górę. Szczyt od dawien dawna był związany ze zbójnikami, którzy ponoć liczyli tu pieniądze na kamiennym głazie, a dodatkowo szukali schronienia. Mrocznego charakteru górze dodaje podanie mówiące o tym, iż z północnych, stromych zboczy Mogielicy zrzucano ciała samobójców (Matuszczyk A., Beskid Wyspowy – przewodnik, OW Rewasz, Pruszków, 2004).

Na wieży spędzam kilka minut, po czym schodzę i kontynuuję swą wycieczkę niebieskim szlakiem. Chcę Wam pokazać jeszcze jedno ciekawe miejsce pod szczytem, do którego nie prowadzi żaden szlak, choć znajduje się bardzo blisko niego. To polana z krzyżem papieskim.

Polana z krzyżem papieskim na Mogielicy

Polana z krzyżem papieskim na Mogielicy

Aby dotrzeć do tego uroczego miejsca, należy kierować się ze szczytu ze znakami szlaku niebieskiego, a w momencie jego odejścia na południe, podążać dalej na zachód, wraz ze znakami żółtymi do Tymbarku. Pierwsza droga w prawo, którą zauważymy, zaprowadzi nas na wspomnianą polankę.

Miejsce, a konkretnie krzyż i umieszczona pod nim tablica upamiętnia wędrówki górskie Jana Pawła II, który często przemierzał okoliczne szlaki. Wyryty na niej napis głosi: „Wobec piękna gór czuję, że On jest! I wtedy zaczynam się modlić”. Zamieszczono go z okazji 50 rocznicy pobytu na Mogielicy Ojca Świętego (jeszcze wtedy Karola Wojtyły). Dziś napis jest ledwo dostrzegalny, ale i tak najważniejsze zdanie zostało wytłuszczone, więc bez problemu je przeczytacie :).

Gdy przychodzę na wspomnianą polanę, jest zupełnie pusta! Podczas gdy na szczycie Mogielicy słychać gwar i ruch, tutaj jest cicho i spokojnie. Takiego miejsca właśnie potrzebowałem! Kładę się na trawce z plecakiem podłożonym pod głowę i odprężam się. Po kilku minutach dochodzą kolejni ludzie, ale i tak odpoczywam na całego. Przed godziną 14 decyduję się na kontynuację wędrówki.

Hala Stumorgowa

Hala Stumorgowa

Cofam się do połączenia szlaku żółtego z niebieskim i schodzę na południe w kierunku Polany Stumorgowej. Ten odcinek trasy jest bardzo, ale to bardzo stromy i w zimowej scenerii może być przyczyną poślizgnięcia i upadku (co przytrafia się właśnie mnie – nie uchroniły mnie przed tym nawet kijki).

Polana Stumorgowa to jedna z moich ulubionych hal w Beskidach. Widoki, jakie się z niej rozpościerają, są fantastyczne. Takiej panoramy Gorców, jak stąd, nie zobaczycie nigdzie indziej!

Mam spory zapas czasu, a zatem postanawiam… po raz kolejny rozłożyć się na trawce i odpocząć. Co prawda jedna z ławeczek jest całkowicie wolna, ale jestem przyzwyczajony do tego, że w tym miejscu leżę na „zielonym”. O jak dobrze!

Przysypiam sobie odrobinę za długo. Na szczęście nie na tyle, abym spóźnił się na ostatni autobus do Krakowa :). Chwytam kijki w dłonie i wio – w stronę Jasienia!

Mogielica

Mogielica, Polana Stumorgowa

Opuszczam granicę utworzonego stosunkowo niedawno rezerwatu przyrody „Mogielica” i podążam przez podmokłą, pokrytą mokrym i śliskim śniegiem drogę. Moje buty lata swojej świetności mają już z pewnością za sobą. Czuję w nich wilgoć. A niech to!

Na szlaku z Mogielicy na Przełęcz Przysłopek

Na szlaku z Mogielicy na przełęcz Przysłopek

Spoglądam za siebie. Wierzchołek Mogielicy z dobrze widoczną wieżą widokową oddala się coraz bardziej. Czas opuścić Polanę Stumorgową i wejść w las.

W tym miejscu z czystym sumieniem mogę napisać, że zdecydowanie bardziej polecam tę trasę do schodzenia niż wchodzenia na szczyt. Szlak sprowadza stromą (choć nie tak bardzo jak zejście z Mogielicy) dróżką do niewielkiej polanki pośrodku pięknego, bukowego lasu.

Przebiśniegi :)

Przebiśniegi 🙂

Jeśli miałbym jakiekolwiek wątpliwości co do tego, jaką porę roku mamy, zostały one właśnie rozwiane. Na niewielkim skrawku ziemi dostrzegam przebiśniegi! Kwitną obok siebie, jakby chciały się ścigać (a mówiąc po krakowsku: wyścigować się :)). Większość z nich wyrasta z ziemi, z której już stopniał śnieg. Zdarzają się jednak wyjątki, jak te ze zdjęcia obok, którym nie straszny śnieg i przebijają się przez niego, jakby chciały udowodnić, że nazwa, którą dzierżą, jest nieprzypadkowa. Udowodniły.

Z polany z przebiśniegami jeszcze tylko kilka minut marszu i ląduję na przełęczy Przysłopek. Z prawej strony zauważam urokliwą kapliczkę, a naprzeciwko niej wiatę służącą turystom do odpoczynku i posilenia się. Korzystam z tego także i ja.

Na przełęczy spędzam niecałe 30 minut. Przede mną ponad 2 godziny marszu. Czas goni coraz bardziej, ale dam radę! Nie muszę co prawda biec, aby zdążyć na ostatni autobus, lecz odpoczynki muszę ograniczyć do minimum. Po sjeście na Polanie Stumorgowej nie będzie mi to jednak więcej potrzebne :).

Kapliczka na Przełęczy Przysłopek

Kapliczka na przełęczy Przysłopek

Żegnam się ze szlakiem niebieskim sprowadzającym do Szczawy. Od tej pory towarzyszyć mi będą tylko znaki żółte.

Podejście z przełęczy na Krzystonów to ostatni tak stromy fragment dzisiejszej wędrówki. Można go porównać do ataku na szczyt Mogielicy od południa. Nie trwa jednak zbyt długo. Po osiągnięciu wierzchołka Małego Krzystonowa droga nieco się wypłaszcza, choć dalej prowadzi lekko pod górę. Monotonny odcinek bukowego i pięknego lasu doprowadza nas w końcu na Polanę Wały, a dokładnie na jej północny kraniec.

Na szlaku z Przełęczy Przysłopek na Krzystonów

Na szlaku z przełęczy Przysłopek na Krzystonów

W sezonie letnim (w lipcu i sierpniu) działa w tym miejscu baza namiotowa SKPB Katowice, do której można się dostać w nieco ponad godzinę z przystanku PKS Szczawa Białe. Zejście zajmuje niecałe 50 minut.

Między Krzystonowem, a Jasieniem

Między Krzystonowem, a Jasieniem

W dalszym ciągu szlak prowadzi lekko pod górę. Na zachodzie odsłaniają się dalekie widoki na szczyty Beskidu Wyspowego z charakterystyczną sylwetką Lubonia Wielkiego na czele. Po chwili grzbiet gwałtownie się zwęża i przechodzimy przez efektowną grzędę skalną stromo opadającą ku wschodowi. Wokół sporo piaskowcowych skałek. To miejsce ma swój urok.

Polana Skalne pod Jasieniem

Polana Skalne pod Jasieniem

Zbliżam się do wierzchołka Kutrzycy. Moim oczom okazuje się kapliczka ulokowana na północno-zachodnim krańcu Polany Skalne – jednej z piękniejszej polan widokowych w okolicy. Gdy staję obok niej, jestem wniebowzięty. Postanawiam odpocząć tu kilka minut, choć wiem, że czas nagli. Dla takich widoków, jakie się stąd rozpościerają, jednak warto!

Widok na Mogielicę spod Jasienia

Widok na Mogielicę spod Jasienia

Widać stąd zarówno szczyty Beskidu Sądeckiego, Pienin, Gorców, Beskidu Wyspowego, jak również Tatr. Jest miejsce na ognisko i rozmowy do późnych godzin wieczornych. W pobliżu znajduje się szałas, w którym można przenocować (choć na wypadek, gdyby ktoś wpadł na ten sam pomysł co my, lepiej mieć ze sobą namiot i śpiwór :)). To wprost idealne miejsce na biwak i kiedyś z pewnością je pod tym kątem przetestuję.

Szlak z Jasienia do Rzek

Szlak z Jasienia do Rzek

Za Polaną Skalne szlak wprowadza na wierzchołek Jasienia, za którym spotyka szlak zielony do Mszany Dolnej. Przede mną długie, ale sympatyczne zejście do Rzek na przełęcz Przysłop.

Po kilkunastu minutach wędrówki przez las spotykam malutką polanę. Jest wyjątkowa z jednego powodu. W jej północnej części w ogóle nie ma śniegu, a w południowej sięga on kolan. Dodatkowo jest lekko rozmiękczony, co sprawia, że zapadam się w nim dość głęboko (jak na porę roku). Na szczęście problemy nie trwają długo i po wejściu w las wszystko wraca do normy.

Widok z polany Minówka na Gorce

Widok z Polany Minówka na Gorce

Kolejna hala na żółtym szlaku prezentuje się zdecydowanie bardziej okazale od poprzedniej. To Polana Minówka. Miejsce, w którym urządzam sobie krótki, kilkuminutowy odpoczynek. Przede mną piękny widok na Gorce z rzucającym się w oczy stokiem ośrodka narciarskiego Ski Lubomierz. Jak widać na załączonym obrazku, już skończyli sezon.

Gdy dojdziecie do hali, zachowajcie wzmożoną czujność. Szlak zmienia tu kierunek raz po raz. Najpierw skręca w lewo, a po kilkudziesięciu minutach w prawo, sprowadzając w dół, na północ.

Po pokonaniu kolejnego, leśnego odcinka trasy, żółte znaki wyprowadzają mnie na jedno z najpiękniejszych i najbardziej ukochanych przeze mnie miejsc w polskich górach. Na przełęcz Przysłopek.

Słowa nie oddadzą tego, co czuję, gdy tutaj jestem. Sielanka, sielanka i jeszcze raz sielanka… . Siadam na krańcu polany i odpoczywam przez 15 minut. Na tyle mogę sobie pozwolić, choć z chęcią zostałbym tu na dłużej. Kontempluję widoki i wspominam stare, dobre, studenckie czasy, kiedy po raz pierwszy tędy wędrowałem. Jakże miłe są takie powroty! Ale trzeba iść do przodu – nie ma na to rady.

Przełęcz Przysłopek

Przełęcz Przysłopek

Ze względu na skomplikowany przebieg szlaku przez przełęcz Przysłopek, na zdjęciu obok zamieszczam zdjęcie przełęczy wraz z zaznaczonym strzałką kierunkiem marszu. Mam nadzieję, że pomoże to Wam w wyborze właściwej drogi i nie zgubicie się w tym cudnym miejscu. A może… kto wie? Zakochacie się w tym miejscu tak jak ja? No nic. Dość melancholii. Czas na opis.

Idąc od strony Jasienia, schodzę zachodnim skrajem polany i dochodzę do furtki z mało już czytelnym napisem: „Proszę zamykać”. Przechodzę przez nią i kieruję się do wyasfaltowanej (zapewne niedawno, bo kilka lat temu jeszcze taką nie była) drogi. Skręcam w nią w prawo, aby po kilku metrach odbić z niej w lewo, a po następnych – znowu w prawo. Generalnie chodzi o to, aby obejść wierzchołek Myszycy od zachodu :). Myślę, że powinniście sobie poradzić.

Widok na Luboń Wielki

Widok na Luboń Wielki

Od tego momentu szlak prowadzi przez las i przeskakuje z drogi na drogę. Zachowując czujność, nie zgubicie się, ale musicie być naprawdę uważni. Na szczęście trasa jest dobrze oznakowana, co znacznie ułatwia wędrówkę i zmniejsza stres związany z poszukiwaniem właściwej drogi.

Żółte znaki wyprowadzają mnie na kolejną polanę, na której skręcam w lewo, mijam domek z kamiennym grillem i kieruję się w prawo – w wąską ścieżkę, która towarzyszyć mi będzie zaledwie przez parę minut.

Niebawem droga się rozszerza i wychodzę na odkryty teren należący już do osiedla Lubomierza – Rzek. Gdy osiągam asfaltową szosę, skręcam w prawo. Stąd już tylko kilka chwil dzieli mnie od przełęczy Przysłop, gdzie na przystanku autobusowym oczekuję na transport do Krakowa.

Przyjeżdża po 15 minutach. Miejsc siedzących: brak. Niech to szlag! Zmęczony po całodziennej wędrówce muszę stać do samego Krakowa. No cóż… zdarza się…, ale nawet to nie jest w stanie zepsuć mi humoru. Jestem szczęśliwy z całego dnia spędzonego w miejscu, które tak bardzo ukochałem. Jedyne co może mnie martwić to… spalona twarz (na szczęście tylko w przenośni), która przez kilka następnych dni będzie przeżywać katusze. Cóż… przyjemności wymagają poświęceń… .

Reklamy
Categories: Beskid Wyspowy, Górskie szlaki, Moje miejsca | Tagi: , , | 4 Komentarze

Zobacz wpisy

4 thoughts on “Jurków – Mogielica – Rzeki

  1. Pingback: Jurków – Ćwilin – Mszana Dolna | Wschód jest piękny

  2. Pingback: Mogielica z Przełęczy Rydza-Śmigłego | Wschód jest piękny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: