Praga – na prawym brzegu Wełtawy, dzień 3, cz. 1

Wczorajszy całodzienny spacer po lewobrzeżnej Pradze obfitował w wiele miłych wrażeń. Dzisiaj postanawiamy skupić się na prawym brzegu Wełtawy i odkrywać znane i trochę mniej znane atrakcje tej części miasta. Po porannym śniadaniu opuszczamy mieszkanie na Wyszehradzie i kierujemy się na północ. Mimo zachmurzonego nieba, humory nam dopisują.

Na ulicach Pragi...

Na ulicach Pragi…

Od ulicy Na Slupi odbijamy w prawo, w Apolinářską. Na murze po lewej stronie zauważamy ślady twórczości praskich artystów ulicznych. Co prawda zoologiem nie jestem, ale wydaje mi się, że jedna z grafik przedstawia trzy piękne susły moręgowane. Gdyby ktoś z Was znał się na zwierzętach lepiej ode mnie, to bardzo proszę o sprostowanie :). W każdym bądź razie susły prezentują się dostojnie. Niestety nie jestem w stanie odczytać, co jest napisane pod rysunkiem, a szkoda, bo być może napis jest jego opisem lub komentarzem. Idziemy dalej, dzielnie wspinając się pod górę.

Po około 10 minutach docieramy do piwiarni, a właściwie restauracji „U Kalicha”, ulokowanej przy ulicy Na Bojišti. Dlaczego Was tu zaprowadziłem? Zdjęcie poniżej powinno rozwikłać zagadkę… .

Hostinec u Kalicha

Hostinec u Kalicha

To właśnie z tym miejscem związana jest postać dobrego wojaka Szwejka, który w powieści Jaroslava Haška spędza tu sporo czasu (jak na prawdziwego Czecha przystało). Dzisiaj restauracja „U Kalicha” to przereklamowana knajpa nastawiona prawie wyłącznie na turystów. Rzadko który Czech, chcąc napić się piwa, zajdzie właśnie tutaj. Po pierwsze: jest za drogo, a po drugie: klimatu czeskiej gospody tu nie uświadczysz. Chcących poczuć się jak w prawdziwej, czeskiej piwiarni, zapraszam w inne, mniej popularne na turystycznej mapie Pragi miejsca. Jedno z nich opiszę w kolejnym wpisie, zatem bądźcie cierpliwi :). My, jako że na posiłek i piwo „U Kalicha” nie mamy ochoty, ulicą Ke Karlovu podążamy dalej na północ.

Mijamy Willę Amerika, w której mieści się obecnie muzeum poświęcone pamięci wybitnego czeskiego kompozytora Antonina Dvořáka, aby idąc ulicą Štěpánską, dotrzeć do kolejnego przystanku na naszej dzisiejszej trasie – Pałacu Lucerna.

Może i wstyd się przyznać, ale o istnieniu tego budynku dowiedziałem się dopiero podczas wycieczki, którą właśnie opisuję. Wcześniej nie miałem bladego pojęcia o tym, że w Pradze coś takiego się znajduje. A miejsce zaiste warte jest odwiedzin. Zobaczycie tu rzeczy rzadkie, a także niespotykane nigdzie indziej. Najpierw jednak kilka zdań o samym pałacu… .

Budynek w latach 1907 – 1921 wzniósł Vácslav Havel – dziadek pierwszego prezydenta Czech, Václava Havla. W pierwotnym zamyśle miał tu się znajdować stadion hokejowy, lecz ostatecznie zaniechano tej koncepcji. Dzięki temu powstał pałac mieszczący obecnie pasaż handlowy oraz kino, którego wnętrza robią duże wrażenie na odwiedzających (www.lucerna.cz).

Największa sala gmachu znajduje się… pod ziemią. To tzw. Wielka Sala mieszcząca nawet 4 tys. ludzi. Odbywają się w niej m.in. koncerty oraz przedstawienia. Uroku wnętrzom pałacu dodają piękne witraże zdobiące ściany, ale to nie one są najczęściej podziwianym elementem Lucerny (www.lucerna.cz).

Charakterystycznym widokiem, jaki otwiera się przed każdym odwiedzającym budynek, jest postać św. Wacława na… odwróconym, zdechłym koniu, czyli rzeźba znana pod nazwą „Koń”. Jej autorem jest znany i kontrowersyjny czeski artysta – David Černy, o którym wspominałem już w poprzednim wpisie przy okazji omawiania „Wisielca” znajdującego się na Starym Mieście. Rzeźba jest nawiązaniem do pomnika konnego św. Wacława, umieszczonego na pobliskim Placu Wacława i ma symbolizować odporność Czechów na naruszanie tabu narodowego, a także ich wysoki poziom autoironii (Szczygieł M., Zrób sobie raj, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec, 2010). I rzeczywiście. Spacerując po Pradze, jeszcze nie raz się o tym przekonamy.

"Koń", czyli św. Wacław na odwróconym koniu w Lucernie

„Koń”, czyli św. Wacław na odwróconym koniu w Lucernie

Ekspozycja wywołuje uśmiechy na naszych twarzach. Zdecydowanie odmienny wyraz twarzy można zauważyć u św. Wacława. Cechuje go powaga i spokój. Czyżby nie dowierzał śmierci swojego rumaka? Tego już niestety się nie dowiemy. Możemy za to rzeźbę sfotografować i to z różnych stron: albo od dołu, albo z poziomu pierwszego piętra, co też czynimy.

W Lucernie warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną, wyjątkową rzecz. To winda zwana paternosterem, czyli będąca nieustannie w ruchu. Szczególną popularnością dźwigi tego typu cieszyły się w Europie na początku XX w. Później, ze względu na wysoką wypadkowość, stopniowo wycofywano je z użytku w przestrzeni publicznej (www.lucerna.cz). Ciekawa jest nazwa urządzenia. Czyżby korzystając z niego, pasażerowie odmawiali modlitwę „Ojcze Nasz” (Pater Noster), gdyż tak bardzo obawiali się o swoje zdrowie i życie? Zastanawiające… .

Plac Wacława

Plac Wacława

Wychodzimy z Lucerny i lądujemy prosto na Placu Wacława. To handlowe i polityczne serce miasta. Właśnie tutaj, w chwilach narodowej radości bądź tragedii, zbierają się Prażanie i Czesi (Praga i Czechy – przewodnik, wyd, G+J RBA, Warszawa, 2012).

Swoim kształtem Plac Wacława przypomina raczej długi bulwar niż prawdziwy plac. Stojąc w jego zachodniej części i patrząc na wschód, naszą uwagę zwraca potężny gmach Muzeum Narodowego (obecnie w remoncie), przed którym zauważamy wspomniany wcześniej pomnik św. Wacława na koniu. Obecna figura świętego została umieszczona na placu w 1924 r. Poprzednia, która znajdowała się w tym miejscu od XVII w., w 1879 r. została przeniesiona na Wyszehrad (Praga i Czechy – przewodnik, wyd, G+J RBA, Warszawa, 2012).

Przed pomnikiem św. Wacława znajduje się pamiątkowa tablica, upamiętniająca studenta Jana Palacha, który 16 stycznia 1969 r., w proteście przeciwko wkroczeniu wojsk Układu Warszawskiego do Pragi (w związku z tzw. Praską Wiosną), dokonał na oczach wielu ludzi aktu samospalenia. 20 lat później, na tym samym placu, Czesi cieszyli się z pełnego odzyskania niepodległości na skutek „aksamitnej rewolucji” (Praga i Czechy – przewodnik, wyd, G+J RBA, Warszawa, 2012). Był wśród nich wtedy także Vaclav Havel, tak bardzo kochany przez Czechów prezydent. Mimo śmierci w 2011 r., jest on obecny na placu po dziś dzień. Jego zdjęcie (z podpisem „Havel navždy”, czyli „Havel na zawsze”) wisi na płachcie umieszczonej na Muzeum Narodowym. W ten oto sposób, Pan Prezydent patrzy na swoją ukochaną Pragę nawet po śmierci. Zastanawia mnie tylko jedno… . Czy gdyby w Polsce zmarł ktoś jego pokroju, to na gmachu którejś z kamienic na Rynku Głównym wisiałby jego / jej portret, czy też… reklamy… ?

Rozglądamy się wokoło. Na Placu Wacława pełno stoisk z jedzeniem. O świątecznym okresie przypomina bożonarodzeniowa szopka ze zwierzętami (nie żywymi, lecz sztucznymi :)). Spośród pozostałych budynków rozmieszczonych przy placu uwagę zwraca przede wszystkim gmach Hotelu Europa. Zbudowany w latach 1903 – 1906 budynek, jest pięknym przykładem praskiej secesji (Strojny A., Praga, przewodnik-celownik, wyd. Bezdroża, Kraków, 2010). Warto zadrzeć głowę do góry i nacieszyć się bogactwem jego zdobień.

Czeskie trupie czachy w sklepie z absyntem

Czeskie trupie czachy w sklepie z absyntem

Opuszczamy przepiękny Plac Wacława i kierujemy się w dalszym ciągu na północ. Obserwując witryny sklepowe, wpada nam do oka jedna z nich. To sklep z absyntem – alkoholem uważanym za przyczynę wielu tajemniczych zgonów, zwłaszcza na początku XX w. Właśnie dlatego trunek można nabyć również w takiej oprawie, jak na zdjęciu obok. Nie musicie się jednak obawiać o Wasze zdrowie i życie. Pogłoski o związku picia absyntu z tajemniczymi zgonami są wyssane z palca (no chyba że ktoś sprzedał kiedyś komuś metanol zabarwiony zielonym płynem do mycia naczyń, ale to już inna sprawa :)). Zastanawiam się, czy nie zakupić sobie takiej pamiątki, ale w końcu decyduję się na coś innego.

Po drodze mijamy Muzeum Alfonsa Muchy. Do tej pory nie byłem fanem jego twórczości z bardzo prostej przyczyny: nie miałem z nią prawie w ogóle do czynienia; jednak po wizycie w samym tylko przedsionku placówki i obejrzeniu pocztówek z wydrukami jego dzieł, mogę stwierdzić, że muzeum znajdzie się na mojej liście miejsc do odwiedzenia podczas następnej wizyty w Pradze. Informacje o obiekcie możecie odnaleźć tutaj. Opłata za wstęp jest całkiem spora, gdyż wynosi aż 240 Kč, ale dla sympatyków twórczości Alfonsa Muchy z pewnością nie będzie to przeszkodą.

Zaglądamy na pocztę. Po zakupieniu przez Maję znaczków idziemy dalej. Kilka minut później stajemy przed Basztą Prochową, której nazwa związana jest ze składem prochu, który tu kiedyś funkcjonował.

Baszta Prochowa

Baszta Prochowa

Tuż przy Baszcie Prochowej znajduje się jeden z ciekawszych pod względem architektury i wystroju budynków w mieście. To Obecní dům, w którym od początku lat 80 XIV w. do 1483 r. rezydowali czescy królowie, a w 1414 r. do drzwi pałacu przybił swą reformatorską odezwę Jan Hus (Strojny A., Praga, przewodnik-celownik, wyd. Bezdroża, Kraków, 2010). Jeśli ktoś byłby zainteresowany zwiedzaniem budynku, ma do wyboru 4 opcje. Pierwsza – najszybsza – to wejście do środka, rozejrzenie się i wyjście; druga – dłuższa – obejmuje wypicie kawy w kawiarni i spokojne podziwianie architektury wnętrz; trzecia – najdłuższa, ale i rzadko możliwa – to spacer z przewodnikiem; wreszcie czwarta – udział w którymś z odbywających się tu koncertów. Do wyboru, do koloru! 🙂 Chodźmy dalej!

Muzeum Czeskiego Kubizmu

Muzeum Czeskiego Kubizmu

Zmieniamy kierunek marszu. Od tego momentu podążamy na zachód ulicą Celetną. Na rozstaju dróg naszą uwagę przykuwa interesujący budynek. To Muzeum Czeskiego Kubizmu mieszczące się w Domie Pod Czarną Matką Bożą. Kamienica, jak pewnie nie trudno się domyślić, wzięła swoją nazwę od barokowej rzeźby Czarnej Madonny z XVII w. widocznej na elewacji.

Patrzę na budynek. Rzeczywiście: prostota kompozycji i dobrze zarysowane kształty figur geometrycznych przypominają, że kubizm to nie tylko kierunek w malarstwie, ale również w architekturze.

Rynek Starego Miasta w Pradze

Dziedziniec Tyński w Pradze

Tuż przed muzeum skręcamy w prawo, w ulicę Templovą. Już tylko kilka minut spaceru dzieli nas od rynku Starego Miasta. Zanim jednak staniemy na tym wielkim placu, mijamy kościół św. Jakuba. Naszą uwagę przykuwają przepiękne rzeźby umieszczone nad portalami wejściowymi do świątyni. Nie zatrzymujemy się w tym miejscu na dłużej. Przed nami o wiele ciekawszy i piękniejszy kościół pw. Matki Bożej Tyńskiej.

Przechodzimy przez klimatyczne i wąskie uliczki Týnu, pełne eleganckich i drogich sklepików oraz restauracji. Naszą uwagę zwraca „Kocia Galeria”, w której można zaopatrzyć się w rozmaite akcesoria związane z czworonożnymi przyjaciółmi. Jako że sam jestem fanem kotów, nie mogę się oprzeć pokusie i przez chwilę podziwiam sklepową witrynę. Strzeliste wieże prowadzą nas pod kościół Tyński.

Ta monumentalna świątynia, budowana przez ponad 100 lat (ukończono ją na początku XVI w.), to jeden z najbardziej charakterystycznych elementów praskiego krajobrazu. Jej dwie wieże, wysokie na 80 metrów, górują nad prawobrzeżną częścią miasta (Strojny A., Praga, przewodnik-celownik, wyd. Bezdroża, Kraków, 2010). Nie wiem dlaczego, ale nie wchodzimy do środka, choć z pewnością warto!

Kościół Matki Bożej Tyńskiej

Kościół Matki Bożej Tyńskiej

Kościół znajduje się na tzw. Dziedzińcu Tyńskim, czyli placu będącym do XVIII w. centrum handlu i kupiectwa. Jeszcze w latach 80 XX w. miejsce to było ruiną (Praga i Czechy – przewodnik, wyd, G+J RBA, Warszawa, 2012). Na szczęście od tego czasu odzyskało swój blask i można je podziwiać w pełnej krasie, tym bardziej dzisiaj, kiedy bożonarodzeniowo-noworoczne kramy i stoiska nie zniknęły jeszcze z krajobrazu placu, a świąteczna choinka dopełnia atmosferę i klimat miejsca.

Przechodząc podcieniami przed kościołem Tyńskim, można dostać się na Rynek Starego Miasta, w którego centralnym punkcie znajduje się pomnik czeskiego reformatora Jana Husa, a który otacza wiele pięknych i zadbanych kamienic o interesujących nazwach, m.in. „Dom Pod Kamiennym Dzwonem”, „Dom Pod Białym Jednorożcem”, „Dom Pod Złotym Barankiem”, a także piękny Pałac Goltz-Kinských. Na rynku znajduje się centralny punkt informacji turystycznej, więc miejsce jest idealnym punktem do rozpoczęcia zwiedzania miasta (Strojny A., Praga, przewodnik-celownik, wyd. Bezdroża, Kraków, 2010).

Cóż… szczerze mówiąc…, jak dla mnie: plac jak plac. Osobiście bardziej interesuje nas pewien czasomierz, znajdujący się na południowej fasadzie miejskiego ratusza. To zegar astronomiczny Orloj, który przyciąga w to miejsce tłumy turystów. Widziałem wiele tego typu obiektów, ale ten praski jest chyba najpiękniejszym w mojej turystycznej kolekcji. Jego piękno doprawdy urzeka i każdy z Was, jeśli tylko będzie w Pradze, powinien go zobaczyć. Można by o nim wiele pisać, ale zajęłoby to sporo miejsca. Ograniczę się zatem do informacji, iż został wykonany w 1410 r., a jego główną funkcją nie było pokazywanie aktualnego czasu, lecz ruchu ciał niebieskich (pomiar czasu był pobocznym celem zegara). Ciekawostką jest fakt, że ten piękny czasomierz przedstawia… geocentryczny model budowy wszechświata, w którym to Ziemia, a nie Słońce, znajduje się w jego centrum, a pozostałe planety krążą wokół niej. Więcej o zegarze (w języku angielskim) możecie przeczytać tutaj.

Zegar astronomiczny Orloj, Praga, zdjęcie wykonano 5 IV 2012 r.

Zegar astronomiczny Orloj, Praga, zdjęcie wykonano 5 IV 2012 r.

Jeśli macie ochotę zobaczyć Pragę z perspektywy lotu ptaka, warto wspiąć się na wieżę ratuszową. Wstęp dla osoby dorosłej kosztuje 120 Kč. Przed wejściem warto sprawdzić aktualne godziny otwarcia obiektu. Możecie to zrobić na tej stronie internetowej. Tym razem nie decydujemy się na tę opcję. Być może dlatego, że pogoda zbytnio nie dopisuje i nie zobaczylibyśmy zbyt wiele. Postaramy się nadrobić zaległości następnym razem! 🙂

Opuszczamy Rynek Starego Miasta i kierujemy się na północ, w stronę dzielnicy żydowskiej – Josefova. Po drodze mijamy interesujący pomnik, a właściwie instalację przypominającą układankę „tetris”. Chyba nie muszę pisać, co ona przedstawia. Domyślicie się sami :D. To kolejne dzieło Davida Černego, któremu, jak pewnie wiecie, fantazji nie brakuje… . Zauważam, że szczególnie panowie lubią fotografować się „pod” ową niewiastą. Hmmm… ciekawe dlaczego? Może dlatego, że można wejść i zajrzeć do jej środka? :).

Jedna z praskich figur

Jedna z praskich figur – „In Utero”

Idąc chodnikiem, cały czas obserwujemy otoczenie. W jednej z witryn sklepowych, tak bardzo przez nas uwielbianych, zauważamy uroczego bałwanka. Aż chce się wejść do środka, choć tym razem poprzestajemy na wymianie uśmiechów.

Bożonarodzeniowy bałwanek w jednej z witryn sklepowych

Bożonarodzeniowy bałwanek w jednej z witryn sklepowych

Kolejny krótki przystanek urządzamy sobie przed wejściem do jednej z kamienic. Naszą uwagę zwracają drzwi zwieńczone piękną rozetą – witrażem. Całość kompozycyjnie przypomina dziurkę od klucza, a ozdobiona jest motywami słońca i słoneczników. Cóż ja mogę powiedzieć… . Chciałbym, aby drzwi do mojego domu tak wyglądały. Coś pięknego!

Drzwi wejściowe do jednej z praskich kamienic

Drzwi wejściowe do jednej z praskich kamienic

Coraz bliżej do żydowskiej dzielnicy. Póki jednak jesteśmy w drodze, korzystając z okazji, chciałbym podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi samochodów w Pradze.

Praskie zielone taxi, zdjęcie wykonano 5 IV 2012 r.

Praskie zielone taxi, zdjęcie wykonano 5 IV 2012 r.

W kwestii motoryzacji, pomysłowość Prażan nie odbiega od innych dziedzin ich życia. Lubią sobie zwyczajnie „robić jaja”, a także lubują się w kiczu. No bo jak inaczej można nazwać Porsche w kolorze złotym, które Maja pewnego dnia ujrzała na ulicach miasta, albo taxi przyodziane w sztuczną trawę? Doprawdy jestem pełen podziwu dla ich fantazji. Najważniejsze, że widok tego typu „cacuszek” wywołuje uśmiech na naszych twarzach, a każdy uśmiech, to przecież dodatkowe sekundy życia, które trzeba „chwytać” :).

Stało się. Doszliśmy w końcu do żydowskiej dzielnicy – Josefova. Przed nami spora grupa ludzi otaczająca charakterystyczny monument – pomnik Franza Kafki – niemieckojęzycznego pisarza żydowskiego pochodzenia, który przez całe życie był związany z Pragą. Nie podejmuję się interpretacji tej instalacji. Mam chyba za mało wyobraźni. Do pozostałych praskich pomników pasuje jednak idealnie. Ma szokować i wzbudzać zainteresowanie – robi to bardzo dobrze.

Pomnik Franza Kafki w Pradze

Pomnik Franza Kafki w Pradze

Przed nami spacer po Josefovie. Jak prezentuje się była żydowska dzielnica? Jak ją najlepiej zwiedzić? O tym w następnym wpisie!

Galeria zdjęć z ostatniego wypadu do Pragi i Cieszyna do obejrzenia tutaj.

Galeria zdjęć z poprzedniego wypadu do Pragi do obejrzenia tutaj.

Reklamy
Categories: Czechy | Tagi: , , | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: