Wojowie do boju!… czyli podgórska Rękawka

Dzisiaj o święcie. Ale nie takim katolickim, nawet nie państwowym, lecz o tradycyjnym święcie Rękawki, odbywającym się rokrocznie w pierwszy wtorek po Wielkanocy w krakowskim Podgórzu – w pobliżu kościółka św. Benedykta i pod Kopcem Krakusa. Z chrześcijaństwem tak naprawdę nie ma ono nic wspólnego, bowiem jest związane ze starymi, słowiańskimi wierzeniami, ale… może zacznijmy od początku.

Kopiec Krakusa to jeden z czterech krakowskich kopców. Jest domniemaną mogiła założyciela miasta Krakowa – księcia Kraka. Legenda powiada, że usypano go, wysypując ziemię z rękawów. To ma tłumaczyć nazwę „Rękawka”, używaną obecnie w odniesieniu do zwyczaju, który będziemy omawiać. (Zinkow, 2007)

Skoro mogiła, to i obrzędy związane z czcią zmarłych (zaduszki, Dziady), które się tutaj odbywały. Nie jest jednak pewne, czy kopiec usypano już na miejscu kultowym, czy też stał się nim dopiero po usypaniu. Jedna z tradycji głosi, że powstał na miejscu stojącego niegdyś na jego wierzchołku wyobrażenia słowiańskiego bożka Śwista. (Zinkow, 2007)

Pierwszy opis święta pochodzi z 1820 r. i zamieściła go „Pszczółka Krakowska” (pismo literacko-rozrywkowe – przyp. P.Ł). Co w nim czytamy?: W bliskości bowiem mogiły, znajduje się mała kapliczka, gdzie w trzeci dzień świąt wielkanocnych bywa uroczyste nabożeństwo. Zrana lud wiejski licznie się już zewsząd gromadzi i cały dzień tam obozuje. Koło godziny trzeciej z południa, wszystko co tylko żyje w stolicy założyciela, spieszy jakoby na oddanie popiołom jego wieczystej czci i hołdu.[…] Tłumy chłopców wiejskich trzymają od rana w oblężeniu część góry, na której wznosi się kapliczka. Z tąd im bywają rzucane orzechy, jabłka, bułki, pierniki, itd, za któremi na złamanie szyi jedni drugich zpychając na dół, chwyta co który może.” (Zinkow, 2007)

Ciekawostką jest fakt, iż w tym okresie miasto Kraków znajdowało się na obszarze Rzeczpospolitej Krakowskiej, a Kopiec Krakusa – w Podgórzu – co oznacza, że Rękawka odbywała się już poza państwową granicą. Po upadku Rzeczpospolitej Krakowskiej wokół kopca wybudowano fort wojskowy, co spowodowało przeniesienie obchodów święta w okolice kościółka św. Benedykta. (Zinkow, 2007)

W drugiej połowie XIX w. pojawiają się także wzmianki o kramach, których było co niemiara. Wspomina o tym Władysław Anczyc (Krakowskie Wypominki, Rękawka w Tygodniku Ilustrowanym, nr 34): „Piętrzą się piramidy orzechów, jabłek, obwarzanków i pierników […]. Z innej strony rozłożone zabawki drewniane prostej roboty, jaskrawo ubarwione: więc wózki, łóżeczka, szafki, stoliczki i białe siekierki z czerwoną lub niebieską kratką, i gliniane dzwoneczki, i żółte piszczałeczki.”

Jak wcześniej cytowałem, podczas Rękawki zrzucano żywność z góry. Było to przyczyną wielu wypadków, toteż w 1897 r. władze austriackie zakazały tego zwyczaju. Ostał się tylko odpust. Wprowadzono gry i zabawy, m.in. wspinanie się na szczyt wielkiego słupa czy wyścigi w workach. Na zwycięzców czekały nagrody. (Zinkow, 2007)

Z Rękawką związany był także zwyczaj obdarowywania biednych żywnością, kojarzony ze starosłowiańskimi stypami pogrzebowymi, których celem było dokarmianie budzących się na wiosnę dusz zmarłych. Szczególną rolę odgrywały w nich jaja, ale w żadnym wypadku nie kojarzmy ich z Wielkanocą! Jajko u pogan było bowiem symbolem śmierci, a nie życia. (Zinkow, 2007)

Może to własnie pogańskie zwyczaje, które się tu odbywały, skłoniły ludzi do wybudowania kościółka. Jego patrona, św. Benedykta, czci się dokładnie 21 marca, a więc pierwszego dnia wiosny. Przypadek?

Od 2001 r. z inicjatywy Domu Kultury „Podgórze” na i pod Kopcem Krakusa powrócono do obchodów tego sympatycznego święta. Jak wyglądało to w tym roku? Zobaczcie!

Z przystanku tramwajowego „Powstańców Wielkopolskich” kieruję się na zachód w stronę Starego Cmentarza Podgórskiego (jako miłośnik nekropolii postaram się go Wam przedstawić kiedy indziej) i dochodzę pod kościółek św. Benedykta – najmniejszy w Krakowie.

Obrzęd rozpalenia ognia

Obrzęd rozpalenia ognia

Kramy już rozłożone, dmuchane zjeżdżalnie dla dzieciaków również. Można się bawić! Patrzę na zegarek – zbliża się południe – a więc postanawiam zaglądnąć tu ponownie za godzinę. Punktualnie o 12 na Kopcu Krakusa zaczyna się bowiem starosłowiański obrzęd rozpalenia ognia, którego nie chcę przegapić. Ma on na celu przywołać dusze naszych przodków, aby przyszli i bawili się z nami.

Z perspektywy widza spod kopca – wygląda to naprawdę interesująco. Myślę jednak, że ten oto film (z 2011 r.) najlepiej oddaje klimat tego obrzędu. Co prawda ogień nie jest dobrze widoczny spod kopca, ale za to wojowie są doskonale słyszalni, szczególnie dzięki uderzeniom mieczami w tarcze. A wzorów na tarczach jest bez liku. W tym roku na Rękawkę przybyło prawie 30 drużyn wojów z całej Polski, prezentując się wcześniej publiczności.

Rękawkowe kramy...

Rękawkowe kramy…

Pod kopcem panuje atmosfera pikniku. W poprzednim wpisie wspominałem, że zeszłoroczny Emaus nie przypominał tegorocznego z powodu pogody. Jako że Emaus i Rękawka wypadają zaraz po sobie, podobna sytuacja wystąpiła ze świętem pod Kopcem Krakusa. W tym roku można chodzić w podkoszulku z krótkim rękawkiem – rok temu był śnieg. Podobnie jak na Emausie, sporo jest rodzin z dziećmi i studentów, korzystających z dnia wolnego po świętach.

Na kramach wokół kopca możemy wyposażyć się w rozmaite rzeczy. Są tarcze rycerskie, hełmy, miecze, łuki i inne akcesoria używane przez wojów w średniowieczu. Oczywiście są to zabawki dla dzieci – prawdziwe byłyby nie do udźwignięcia. Półprawdziwi są za to członkowie drużyn wojów, którzy rozłożyli się w namiotach przy kopcu. Ich miecze zdecydowanie nie są z plastiku.

Przez cały dzień trwania festynu Rękawki możemy również oglądać rekonstrukcję świątyni przedchrześcijańskiej (tzw. kąciny słowiańskiej), kuźnię kowala, warsztat garncarza i warsztat powroźniczy. Jeśli wierzymy wiedźmom, istnieje możliwość skorzystania z oferty wróżb. Tutaj przynajmniej nie ma Cyganek, więc nie musimy za to płacić :). Przygotowano warsztaty tkackie oraz konkursy „sprawności rycerskich”. Dla każdego znajdzie się zatem coś ciekawego.

Rękawkowe kramy i widok na Kraków

Rękawkowe kramy i widok na Kraków

Robi się zamieszanie. Wojowie odsuwają publiczność z dala od kopca. To już czas! – bieg wojów czas zacząć! Na starcie staje kilkunastu dzielnych mężów. Podczas biegu jest tylko jedna zasada: nie obowiązują żadne zasady. Dozwolone jest powalanie przeciwnika, podkładanie nogi i inne pomysłowe rzeczy, które mają sprawić, że nasz rywal dotrze do mety z opóźnieniem. A wygląda to tak – śmiechu jest przy tym co niemiara. Aż żal, że wojowie nie biegają kilku okrążeń wokół kopca, ale tak jak wspomniałem wcześniej, trochę ten rynsztunek waży, więc mogliby paść ze zmęczenia po kilku takich rundach :).

Widok z Kopca Krakusa w kierunku Wawelu

Widok z Kopca Krakusa w kierunku Wawelu

Na jakiś czas to koniec atrakcji. Postanawiam to wykorzystać i wspiąć się w końcu na Kopiec Krakusa, z którego roztacza się przepiękny widok na Kraków, a także – jeżeli jest dobra widoczność – Beskidy. Nie bez przyczyny jest to mój ulubiony krakowski kopiec.

Na północy cudowny widok na Podgórze i Stare Miasto. Spośród zabudowy wyróżniają się: Wawel, Kościół Mariacki, kościół Bożego Ciała na Kazimierzu i kościół św. Józefa w Podgórzu.

Widok z Kopca Krakusa na kramy i kamieniołom Liban

Widok z Kopca Krakusa na kramy i kamieniołom Liban

Na wschodzie… cóż… . Na wschodzie widać przede wszystkim komin elektrociepłowni w Łęgu, ale żeby była to szczególna atrakcja to nie powiem – przydaje się co najwyżej jako punkt orientacyjny :D.

Na południu, poza Beskidami (gdy jest dobra widoczność, jak już wcześniej wspomniałem) możemy podziwiać dawny kamieniołom Liban, w którym kręcono sceny do filmu Stevena Spielberga „Lista Schindlera”. Do dzisiaj znajdują się tu pozostałości po scenografii, które pozostawili filmowcy. Na tle krajobrazu wyróżnia się jeszcze wieża Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach.

Na zachodzie – na pierwszym planie – widzimy przekaźniki Telewizji Kraków na Krzemionkach, dalej Kopiec Kościuszki, a jeszcze dalej – klasztor Kamedułów na Bielanach. Dzisiaj wokół kopca można dodatkowo podziwiać kramy, namioty wojów, no i oczywiście tłumy krakowian i turystów. Czas schodzić na dół.

Następne punkty programu święta Rękawki to wiosenny pochód Jarowita i obrzędy w świątyni mające zapewnić pomyślność mieszkańcom Krakowa (wróżba z kołaczem, ulewanie miodu, składanie ofiar, tańce wieszczek) (www.podgórze.pl). Kolejne większe atrakcje, które mnie interesują, to bitwy wojów. Są przewidziane dopiero na godzinę 16, więc postanawiam wykorzystać tę przerwę i wybrać się do kościółka św. Benedykta. Pod kopcem zauważam jednak tańce i słyszę śpiewy – to dziewczęcy korowód wiosenny. Jak wygląda? Zobaczcie tutaj.

Kościół św. Benedykta

Kościół św. Benedykta

Przechodzę przez kładkę nad ul. Powstańców Śląskich i już po kilku minutach jestem na sporej łące przy kościółku. Pierwsza świątynia w tym miejscu powstała na początku drugiego tysiąclecia, ale obecny kościółek pochodzi z XIII w. Jest najmniejszy w Krakowie i można do niego wejść tylko dwa razy w roku (21 marca i właśnie dzisiaj – podczas Rękawki) (www.malopolskaromanska.pl). Wnętrze nie zachwyca, ale miejsce ma swój klimat, choć – z uwagi na małą przestrzeń wewnątrz – jest w nim dość ciasno.

Rękawkowe pierniki w kształcie serca

Rękawkowe pierniki w kształcie serca

Na pobliskich kramach odnajduję jeszcze więcej kiczu niż pod Kopcem Krakusa. Przypomina mi to stoiska z Emausu: baloniki, cukierki, wata cukrowa, popcorn… . Są nawet figurki żydków, które poprzedniego dnia ciężko mi było wypatrzeć. Najbardziej charakterystyczne są chyba jednak pierniki w kształcie serca, których jest tu bez liku. Specjalnie głodny nie jestem, więc zadowalam się symbolicznym oscypkiem i oddalam się pospiesznie, obchodząc wszystkie stragany. Zdecydowanie wolę atrakcje innego rodzaju. Cóż… czasy dzieciństwa minęły bezpowrotnie i karuzele mnie już nie rajcują :).

Do bitwy wojów pozostało jeszcze 1,5 godziny. Postanawiam wykorzystać ten czas na spacer po Podgórzu. Nie będę o nim jednak Wam dziś opowiadał, bo to temat na osobny wpis, a może nawet i dwa, i trzy… . Podgórze jest piękną dzielnicą i – oprócz Zwierzyńca – chyba moją ulubioną w Krakowie. Nie ma tu takiego tłoku jak na Starym Mieście czy Kazimierzu, a jest równie uroczo.

Kopiec Krakusa i wojowie przygotowujący się do bitwy

Kopiec Krakusa i wojowie przygotowujący się do bitwy

Po spacerze powracam pod kopiec nieco przed początkiem bitwy. Urządzając sobie popas, podziwiam widoki na gród księcia Kraka. Za plecami mam jego legendarną mogiłę, na której gromadzą się ludzie, aby móc lepiej podziwiać zbliżające się wydarzenie.

Stopniowo schodzą się wojowie. Muszę przyznać, że jest ich całkiem sporo. Zajmują miejsca wokół dużego placu, gdzie już za chwilę rozlegnie się brzęk oręża i legną pierwsze „trupy”.

Bitwa wojów

Bitwa wojów

Każda drużyna chce zaprezentować się jak najlepiej. Ustalają między sobą taktykę, wydają z siebie okrzyki bojowe. Traktują bitwy bardzo poważnie, co zresztą zaraz zobaczymy. No właśnie – bitwy, a nie bitwę, bo potyczek jest sporo. Każda trwa około minuty i po każdej – o dziwo – wszyscy wstają z powrotem! 😉 Tego nie da się opisać – to trzeba po prostu przeżyć! Jak wygląda taka bitwa, możecie zobaczyć na tym filmie mojego autorstwa. Zachęcam do obejrzenia!

Po bitwie wojów

Po bitwie wojów

Najlepiej mają chyba wojowie, którzy trzymają chorągwie. Choć z jednej strony to fajna zabawa, to jednak musimy pamiętać o tym, że miecze nie są z plastiku i waleczni mężowie mogą się naprawdę poturbować. Było tak i tym razem, bo spośród odgłosów bitewnych wyłuskałem i takie, które nie nadają się do publicznego cytowania :). Nawet gdyby wojowie chcieli tylko udawać, że się biją, to adrenalina robi swoje i ich pasja, w połączeniu z buzującymi hormonami sprawia, że widowisko wygląda bardzo realistycznie.

Nie czekam na ostatnią bitwę, choć Rękawka będzie trwać jeszcze przez ponad godzinę. Bitwa wojów była zaiste godnym zwieńczeniem mojego dzisiejszego spaceru po Podgórzu. Jeżeli tylko macie wolny czas i jesteście w Krakowie, zachęcam do odwiedzin Kopca Krakusa w drugi dzień świąt – na pewno nie pożałujecie i będziecie się świetnie bawić!

Przy tworzeniu wpisu wykorzystano fragmenty książki pana Juliana Zinkowa: Krakowskie podania legendy i zwyczaje, Kraków 2007.

Reklamy
Categories: Polska, Województwo małopolskie | Tagi: , , | 2 Komentarze

Zobacz wpisy

2 thoughts on “Wojowie do boju!… czyli podgórska Rękawka

  1. tajemniczy mario 77

    Kopiec ten najprawdopodobniej jednak nie jest mogiłą jak sądzi większość. Doczekał się bowiem badań archeologicznych i to już w okresie międzywojennym. Przeprowadzone na szeroką skalę wykopaliska ( poprzedzone konsultacjami w kompetentnych wówczas srodowiskach ) nie doprowadziły do znalezienia pochówku księcia Kraka. Trzeba zaznaczyć , że usunieto wówczas niemal 80 % podstawy kopca. Odkryto wówczas, że elementem scalającym kopiec ( wiek jego określono na około VIII w.n.e ) były konstrukcje płotków z palem centralnym, który powstrzymywał zarówno proces rozpadania się kopca, jak i erozji. Na razie więc wszystko wskazuje więc na to , że legenda o mogile Kraka przekazana przez mistrza Kadłubka to opowieść co prawda piekna i urokliwa ale będąca jednak tylko legendą

  2. Dziękuję za wypowiedź. Tak, czytałem o tych wykopaliskach. W źródłach pojawia się również wątek celtycki. Nieścisłości jest jeszcze więcej. Na przykład z pochodzeniem nazwy „Rękawka”. Jedna z wersji, w przeciwieństwie do legendy, mówi, że pochodzi od słów: raka (j.serbski), rakew (j.czeski), oznaczających grób/trumnę. A legendy… cóż… choćby taki Smok Wawelski. Ileż jest wersji opisujących kto go zabił :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: