Maslenica

Maslenica

Od 24 lutego do 2 marca w prawosławnych krajach wschodniej Europy obchodzono Maslenicę – święto przypadające na 7 tygodni przed Wielkanocą, w okresie ostatków, będące symbolicznym pożegnaniem zimy i powitaniem wiosny.

W sensie chrześcijańskim, Maslenica to ostatni tydzień przygotowań do Wielkiego Postu, który jest czasem pojednania z bliźnimi, wybaczenia urazów, aby przygotować sobie drogę do nawrócenia się do Boga. To czas spotkań z sąsiadami, przyjaciółmi, rodziną.

Korzenie Maslenicy sięgają czasów pogańskich. Początkowo było nazywane Komoyedicą i należało do jednych z ważniejszych świąt starosłowiańskich. Związane było z celebracją „przebudzenia niedźwiedzia”, a także początkiem wiosny (w dzień równonocy wiosennej, który był dawniej początkiem starosłowiańskiego Nowego Roku). Pierwotnie świętowano aż dwa tygodnie: tydzień przed dniem równonocy i tydzień po.

Niestety, gdy Ruś została ochrzczona, święto, nazywane odtąd Maslenicą, zaczęło wypadać w okresie chrześcijańskiego Wielkiego Postu. Jako że Cerkiew, podobnie jak Kościół katolicki, zabraniała i zabrania urządzania hucznych zabaw w tym okresie, obchodzenie Maslenicy (ze względu na kary) stało się niemożliwe. Po długiej walce prawosławnej Cerkwi ze zwyczajem, święto zostało w końcu uznane za prawosławne i nazwane serowym (bo przecież post od pokarmów mięsnych wciąż obowiązywał) tygodniem, poprzedzającym 7 tygodni Wielkiego Postu.

Właśnie z tego powodu, podczas Maslenicy jada się bliny, czyli naleśniki. Produkty mięsne były zakazane, a mleczne nie, więc można było objadać się nimi do woli (najlepsze z serem albo śmietaną… mhmmmm), z czego i dzisiaj chętnie się korzysta :).

Potem Maslenicę nadal obchodzono z rozmachem, ale przeniesiono ją na okres przed Wielkim Postem i zaczynano celebrować na 8 tygodni przed Wielkanocą.

Car Piotr I Wielki nakazał świętować Maslenicę po europejsku. Od tamtej pory przyjęła bardziej świecki charakter. Podczas święta bawiono się, zjeżdżano z ośnieżonych pagórków, organizowano konkursy z nagrodami i występy przebierańców. Jednym słowem – zabawa! Na całego!

Co prawda tej zimy śnieżne rozrywki były mocno ograniczone (ze względu na brak surowca), ale to nie przeszkadzało w świetnej zabawie, w której uczestniczyły całe rodziny.

Powróćmy jednak na chwilę do pogańskich korzeni święta. Maslenica to czas, w którym oddawano kult bogu płodności zwiastującemu wiosnę – Jaryle. Bliny, czyli naleśniki, są nieodłącznym atrybutem uroczystości. Symbolizują słońce i są oznaką wdzięczności dla boga Jaryły za dar życia na Ziemi. Smarowane są masłem, które oznacza dobrobyt w całej rodzinie. Takimi właśnie blinami z masłem Słowianie wybłagiwali u bóstwa także urodzaj pól. W innym wariancie pochodzenia święta to Weles – bóg opieki nad bydłem – zakorzenił się bardziej w świadomości ludzi i to właśnie ta wersja jest obecnie częściej przywoływana w nawiązaniu do mitologii.

Nie można nie wspomnieć o pięknej legendzie, która opowiada o genezie święta. Według niej, Maslenica to córka samego Dziada Mroza, która żyła na dalekiej północy i ukrywała się przed ludźmi za śnieżnymi zaspami. Ze względu na mróz, chcąc przeżyć zimny okres, Maslenicę wyobrażano sobie jako maleńką dziewczynką od której biło ciepło i radość. Jakież było zdziwienie ludzi, gdy zamiast małej dziewczynki ujrzeli zdrową i silną kobietę. Rumiane policzki pokrywała warstwa tłustych olejków. Na jej twarzy można było dostrzec figlarne oczy i podstępny śmiech. Zafascynowała ludzi tańcem, przez co zrobiło im się ciepło i radośnie. Właśnie od tej pory celebruje się Maslenicę – święto pożegnania zimy i powitania wiosny.

Okazuje się, że tradycja świętowania Maslenicy funkcjonowała nie tylko na Rusi, ale i wśród innych europejskich narodów. W Szwajcarii na obchody święta przygotowywano drewniane, pomazane maski z wyszczerzonymi zębami i kępkami wełny i sierści. U przebierańców na paskach wisiały dzwoneczki, które oznajmiały ich przybycie. W rękach trzymali kije z przyczepionymi do nich workami na popiół i sadzę. Gdy ktoś stanął im na drodze – brudzili go sadzą lub polewali wodą. Był to swoisty obrzęd związany z urodzajem pól.

Podobny zwyczaj istniał na Słowacji. Tam również przechodniów posypywano popiołem. W Polsce ubierano wybraną osobę w odwrócony na drugą stronę kożuch, malowano mu twarz sadzą i prowadzono taką „kozę” od domu do domu.

W Serbii, Czarnogórze i Macedonii, po zakończeniu kolacji w Maslenicę cała rodzina zbierała się razem, nad stołem wieszano na sznurku gotowane jajko i ruszano nim wokoło (należało to robić tylko ustami i zębami). Obrzęd ten miał na celu uprosić dobry urodzaj pól, a także zwiększyć pogłowie bydła i drobiu.

W Słowenii, i młodzi i starzy, a także przebierańcy, powinni skakać i tańczyć (dla urodzajności rzepy). Aby ziemia dawała plony, należało huśtać się na linach tkanych z roślin albo bezpośrednio na gałęziach drzew. Aby uprosić bogate zbiory, siano z naczyń, w których przygotowywano posiłek w ostatni dzień Maslenicy. Do czasu siewu nie były one nawet myte.

W Bułgarii, dla urodzaju i zdrowia huśtano się na huśtawkach. Chłopcy i dziewczęta po zmroku wychodzili na wieś, siadali na dowolnej, równej powierzchni, obracali się ku wschodowi i śpiewali pieśni. Następnie tańczyli i kontynuowali śpiewy o tematyce miłosnej.

I jeszcze jeden interesujący fakt. Na Rusi, podczas Maslenicy istniał zwyczaj śpiewania sprośnych piosenek, pełnych erotycznych aluzji. W niektórych miejscach nawet osoby prowadzące zabawę rozbierały się do naga, udając kąpiel w bani. No i oczywiście – głównym punktem końca uroczystości było palenie słomianej kukły Maslenicy.

Naturalnie, podobne zwyczaje związane z równonocą wiosenną mają także inne kraje, ale wypisywanie ich wszystkich zajęłoby naprawdę spooooro czasu i miejsca, więc poprzestanę na powyższych przykładach.

Święto Maslenicy ciągle jest aktualne. W tym okresie należy pożegnać się ze wszystkim, co stare i wybaczyć wszystkim urazy. Rzeczy bez wartości trzeba rzucić w ogień. To jedno ze świąt oczyszczenia. Sam obrzęd spalenia kukły Maslenicy oznacza uwolnienie się od starego, zimy i gotowość na nowe życie. Nieprzypadkowo kukłę na początku świątecznego tygodnia stylizowano na piękność, a potem wyzywano od dziwek, mówiono, że jest brzydka i czas są spalić. Przeklinanie to także rodzaj talizmanu, ochrona przed złymi mocami.

Warto więc pożegnać wszystkie złe moce i najeść się blinów, witając przy okazji wiosnę! Jeśli nie wybawicie się w Maslenicę – cały rok spędzicie w smutku!

Każdy dzień tygodnia Maslenicy jest szczególny. W poniedziałek zaczyna się robić bliny, czyli naleśniki (w miarę możliwości pierwszy z nich ofiaruje się biedakowi – w ten sposób czci się pamięć zmarłych krewnych). Wieczorem zjeżdża się z górki na sankach lub jabłuszku. Można też zrobić swoją własną kukłę – Maslenicę.

We wtorek zaczyna się zabawa i dalej piecze się bliny. Środa jest dniem, w którym przygotowuje się obfite potrawy (szczególną uwagę zwracając na nadzienie). Czwartek to czas kuligów, a w piątek odwiedza się teściowe (jeśli jej nie mamy, możemy wyciągnąć wcześniej przygotowaną słomianą kukłę :)). Sobota to dzień przeznaczony na odwiedziny krewnych, a w niedzielę wszyscy przepraszają siebie nawzajem za krzywdy wyrządzone przez cały rok. Na koniec palona jest kukła. Więcej o obchodzeniu poszczególnych dni Maslenicy możecie przeczytać tutaj.

Pod tym linkiem możecie zobaczyć kilka zdjęć z obchodów Maslenicy.

Reklamy
Categories: Społeczeństwo, Wschód | Tagi: | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: