Rosja 2008 – dzień 14 – Morze Białe, ametysty, cz.1

Nie ma to jak nocleg w namiocie, jeszcze do tego nad Morzem Białym… . Nawet nie chce się za długo spać. Nogi same rwą się do tego, aby wstać. O, nawet się zrymowało :). Moje dzisiejsze śniadanie jest z gatunku tych niezdrowych, czyli, jak pewnie się domyślacie, zupka chińska idzie w ruch. Wczorajsza próba odpalenia sprzętu skończyła się zajęciem palnika przez ogień (na szczęście nikt nie został ranny), ale na szczęście był to pojedynczy przypadek i dzisiaj obyło się bez takiej przygody.

Po śniadaniu czas na poranną toaletę. Z pomocą przychodzi niewielka rzeczka, która wpada do Morza Białego w pobliżu naszego obozu. Co ciekawe, rzeka jest czerwona, na co z pewnością mają wpływ wspomniane wcześniej czerwone piaskowce, które obficie tutaj występują. Niektórzy nie korzystają z dobrodziejstw słodkiej, żelazistej wody, woląc bardziej słoną – morską. Jej wygląd dla części naszej ekipy jest nie do zaakceptowania. Mnie to wszystko jedno. Woda z rzeki jest czysta, a to, że czerwona, to mi zupełnie nie przeszkadza. Po myciu jamy ustnej nie zauważyłem zmian w kolorze uzębienia, więc jest w porządku :).

Morze Białe

Morze Białe i autobus o poranku

Pora na sesję fotograficzną. Koleżanka pokazuje mi zdjęcia porannego odpływu. Kto by pomyślał, że takie spokojne morze, jakim jest Morze Białe, którego fale przypominają fale spokojnego, mazurskiego jeziora, a nawet są mniejsze, w kwestii przypływów bije na głowę nasze Morze Bałtyckie, przynajmniej na odcinku naszego wybrzeża. Żeby to jednak zobaczyć, trzeba wstać jeszcze wcześniej niż ja dzisiaj, więc jutro będę miał przedostatnią okazję. Morze cofa się kilkadziesiąt metrów, a więc widok musi robić wrażenie.

Karmazynowa droga Warzuga - Umba

Karmazynowa droga Warzuga – Umba

Pogoda od rana dopisuje. Co rzuca się w oczy? Kolory! Połączenie karmazynowej barwy szutrowej drogi przebiegającej obok, zielonej tajgi i błękitnego nieba jest niesamowite. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że jesteśmy w afrykańskiej dżungli z glebami laterytowymi czy też w Australii. Suma sumarum – wszystkie one swój kolor zawdzięczają związkom żelaza. Tylko klimat w każdym z tych rejonów jest inny…

No dobrze, ale poza toaletą codzienną trzeba także załatwiać swoje (niezależne od pory dnia i nocy) potrzeby… I tu pojawia się problem w postaci… taaaaak! Komarów! :D. Zasadniczo do wyboru są dwie opcje: można być albo pogryzionym przez niemiłosierne komarzyce, które tną także w miejscach, w których skóra jest o zgrozo cieńsza niż zazwyczaj…, albo ocalić skórę i nie dać satysfakcji insektom, ale za to śmierdzieć do końca dnia… . Wybieram pierwszą opcję, wychodząc z założenia, że lepiej cierpieć kilkanaście sekund, niż gdyby inni mieliby cierpieć przeze mnie cały dzień :). Pokąsany niemiłosiernie przez krwiożercze bestie wracam do obozowiska.

To nie złudzenie - woda w tej rzece naprawdę jest czerwona

To nie złudzenie – woda w tej rzece naprawdę jest czerwona

Zabieramy rzeczy z namiotów i idziemy na spacer do jaskini lwa, w sam środek tajgi, z której dopiero co powróciłem na tarczy… . Towarzyszy nam rosyjski przewodnik, który, podobnie jak ja, nie ma na sobie żadnego zabezpieczenia antykomarowego. Starszy pan nie sprawia jednak wrażenia, jakoby te stwory robiły na nim jakiekolwiek wrażenie. Ignoruje je tak, jak one mnie przed kilkunastoma minutami.

Chodzimy po tajdze, pan opowiada różne rzeczy… . Zastanawia  mnie jedynie, dlaczego nie robi tego nad morzem, tylko tutaj, w lesie, zatrzymując się i wystawiając nas na pożarcie komarom. Botanika nie należy specjalnie do kręgu moich zainteresowań, zresztą… większość ekipy odbiera to podobnie.

Zamiast nauki botaniki mam trening, trening rąk, gdyż (jak już wcześniej wspomniałem) nie jestem wyposażony w woalkę przeciw komarom. Moje ręce pełnią teraz funkcję podobną do wycieraczek w samochodzie podczas oberwania chmury. Nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że dzisiejszy dzień i miejsce, w którym się teraz znajdujemy, jest NAJGORSZE pod względem ilości komarów na metr kwadratowy podczas całego naszego wyjazdu. Cóż… trochę to rozumiem… . W końcu w tak odludnym miejscu komarom bardzo rzadko się zdarza, aby miały tyle smacznej, ludzkiej krwi do wykorzystania. „Life is brutal”… .

A oto i dowód...

A oto i dowód…

Zatrzymując się w kilku miejscach, dochodzimy do rzeki, w której niektórzy z nas (w tym ja) urządzaliśmy sobie poranną toaletę. Na zdjęciu obok możecie zobaczyć, że nie przesadzałem z twierdzeniem, że woda w tej rzeczce jest czerwona. Będąc bardziej precyzyjnym, mógłbym powiedzieć, że rdzawa, ale nie bądźmy tacy dokładni :). W tym miejscu robimy sobie grupowe zdjęcie, na którym większość z nas ma założone woalki. Ja mam kaptur na głowie, który na komary pomaga tyle, co czapka założona pod wodą, aby włosów nie zamoczyć…

Nareszcie wychodzimy z lasu! Ulga jest nie do opisania. Wsiadamy do autobusu i jedziemy na wschód w kierunku miejscowości Warzuga. Po drodze czeka nas jednak jeszcze jeden przystanek… przystanek niespodzianka :).

Miejsce występowania ametystów nad Morzem Białym

Miejsce występowania ametystów nad Morzem Białym

Wysiadamy i ponownie kierujemy się w stronę tajgi. Nie idziemy tam jednak ścieżką, lecz przez przecinkę leśną po skałach zawierających w sobie ametysty. Na razie nie robią na nas specjalnego wrażenia, ale nie doszliśmy jeszcze do właściwego wyrobiska.

Po chwili jest! Odkrywka znajduje się nad samym morzem i wygląda imponująco. Każdy z nas ma z sobą młotek i zabiera się do poszukiwań tych półszlachetnych, fioletowych kamieni.

Ametysty znad Morza Białego

Ametyst (fioletowy) i kwarc (przezroczysty) znad Morza Białego

Po kilku minutach walenia młotkiem w skały mogę stanowczo stwierdzić, że nasze przedwczorajsze poszukiwania skał w Chibinach pod Kirowskiem nie umywają się do dzisiejszych. Te skały są po prostu obłędne! Fioletowy jest kolorem, który mi się podoba, a jeśli do tego dodać skałę, która jest kamieniem półszlachetnym, to wrażenie jest spotęgowane. Mimo tego, że nie jestem kobietą i nie potrzebuję pierścionków z ametystów, to jednak zamierzam zabrać stąd wiele okazów.

Czasami jednak zbytni pośpiech nie jest wskazany. Mając przed sobą cudownego ametysta i chcąc go przepołowić w poprzek na pół… przepoławiam go na pół, owszem, ale wzdłuż… Krew mnie zalewa… takie cacuszko, takie piękne… . No nic, trudno, trzeba szukać dalej :). W końcu ametystów w tym byłym kamieniołomie jest pod dostatkiem, aczkolwiek trzeba przyznać, że ich poszukiwacze już dawno zabrali stąd cenniejsze okazy.

Pszczelarz, a raczej komararz

Pszczelarz, a raczej komararz

Praca z młotkiem geologicznym do całkiem bezpiecznych nie należy. W najgorszym wypadku można dostać odłamkiem skały w oko i stracić wzrok. Wypada więc wyposażyć się w okulary ochronne.

Osobnik o imieniu Mateusz (na zdjęciu powyżej) nie wyposażył się (zresztą tak jak ja) w ten sprzęt i poszedł „na żywioł”. Przed odpryskiem w oko nie byłaby go w stanie ochronić nawet woalka przeciw komarom. Tym razem, na szczęście dostał „tylko” w rękę, którą trzeba było opatrzeć. Polując na atrakcyjne okazy w terenie pamiętajmy więc: bezpieczeństwo przede wszystkim, bo co nam po okazach, których potem nie będziemy mogli oglądać :).

Komarów na Kolskim Ci pod dostatkiem...

Komarów na Kolskim Ci pod dostatkiem…

Całe szczęście, że komary podczas poszukiwań ametystów nie są bardzo uciążliwe. Jesteśmy na otwartej przestrzeni, co sprawia, że jest ich mniej niż w samej tajdze.

Ale! Piszę i piszę o tych komarach, a właściwie komarzycach i nic z tego nie wynika. Komary w locie ciężko jest ująć, więc muszę na nie polować gdzie indziej. Udaje mi się to… na głowie koleżanki, którą widzicie na zdjęciu po lewej stronie.

Zagadka: ile komarów widzicie na fotografii? 😀

Nie chcemy opuszczać tego miejsca, bo czujemy, że jeszcze sporo fantastycznych okazów jest do odkrycia, ale cóż… nie mamy wyboru. Przed nami jeszcze dużo atrakcji. Idziemy dalej wzdłuż morza, by po kilkunastu minutach dojść do rzeczki wpadającej do morza…

Galeria zdjęć z Rosji do obejrzenia tutaj

Reklamy
Categories: Rosja | Tagi: , , , , , | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: