Rosja 2008 – dzień 11 i 12 – Apatyty, Kirowsk, Chibiny

Po imprezie do późnych godzin nocnych nie chce się wstawać. Na szczęście dzisiaj nigdzie nie wyjeżdżamy, więc możemy pospać dłużej, bo do godziny 9. Po śniadaniu schodzimy do świetlicy, gdzie tworzymy nasze sprawozdania z mapek. Zajmuje nam to kilka dobrych godzin z przerwą na obiad.

W ogóle… dzisiejszy dzień jest z gatunku tych, które chciałoby się zapomnieć, bo tylko praca i praca… od rana do nocy, bo nikt nie chce pracować jutro. Tym bardziej, że dzisiaj (zgodnie z harmonogramem) mamy ostatni dzień praktyk, a potem tylko… zwiedzanie rosyjskiej północy :). Każdy chce mieć to za sobą, więc się spręża.

Na szczęście udaje nam się skończyć wszystkie projekty (co prawda nie przed północą, ale przed pójściem do łóżeczka :)), więc od jutra fajrant! No… może nie licząc kolokwium zaliczeniowego, które czeka nas na zakończenie praktyk.

——————————————————————————————————————————————

Budzimy się rano przed godziną 8 i… jesteśmy trochę wkurzeni. Co to ma być? Pierwszy dzień bez pracy w terenie i… niebo potwornie zachmurzone. To tylko kwestia czasu, kiedy zacznie padać. Osobiście jestem zniesmaczony, ponieważ dzisiejszego dnia mamy w planach góry Chibiny, ale co poradzić…

Chibiny w okolicach Kirowska i nasz niezniszczalny autobus

Chibiny w okolicach Kirowska i nasz niezniszczalny autobus

Wyjeżdżamy do Kirowska w dobrym humorze, by po kilkudziesięciu minutach dotrzeć do miasta. Spoglądając za okno, spodziewam się, że za chwilę będziemy na miejscu. A tu zaskoczenie… autobus jedzie coraz dalej i dalej… i dalej. Zastanawiam się, czy jest jakaś droga, po której nie pojedzie nasz pojazd, bo asfalt już dawno się skończył, a dziury są coraz większe. Atmosfera, jaka panuje w autobusie jest hmmm… jakby to powiedzieć… wesoła. Kierowca rządzi! Po kilkunastominutowym PAZowym crossie (bo takiej marki jest nasz pojazd) w końcu się zatrzymujemy.

Chibiny w okolicach Kirowska

Chibiny w okolicach Kirowska

Wysiadam z autobusu i otwieram szeroko buzię. Tu jest cudownie! Może i trochę przesadzam, ale krajobraz odrobinę przypomina mi ten z „Władcy Pierścieni”. Co prawda nie ma tu wulkanów, ale to nic.

Świadomość tego, że chodzimy wśród skał i po skałach, które liczą sobie ponad 1 mld lat, jest niesamowita. Czymże są jurajskie wapienie spod Krakowa liczące sobie „jedynie” 160 mln lat i inne swojskie skały w porównaniu do tych? Kolejny raz przekonuję się, że rosyjska skala wielkości nijak się ma do naszej – polskiej. Nie uważam bynajmniej, że to, co mniejsze i polskie, to gorsze, ale po prostu stwierdzam fakt.

Chibiny w okolicach Kirowska

Chibiny w okolicach Kirowska

Okoliczne góry są odmienne od tych, które podziwiamy w Polsce. I to nie tylko ze względu na wiek. Są co prawda gołe, jak tatrzańskie szczyty, ale erozja zrobiła swoje i charakterystyczną cechą Chibin są gołoborza, po których trzeba poruszać się w specyficzny sposób. Poza tym – nie ma tu szlaków turystycznych, co raczej nie powinno dziwić. Jeżeli ulegniemy wypadkowi – możemy liczyć tylko na siebie. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że jeżeli stanie się to w lecie, to słońce będzie świecić baaaaardzo długo i będzie większa szansa na ocalenie.

Mateusz gdzieś tam wśród... komarów

Mateusz gdzieś tam wśród… komarów

Dzisiaj jednak nie chodzimy po Chibinach. Na to przyjdzie czas pod koniec naszych praktyk. Pora na odkrywanie skarbów, jakie skrywa w sobie tutejsza ziemia. A jest ich co niemiara. Poszukując różnych skał, nie wiemy, na które się zdecydować. Większość jest piękna! Zdajemy sobie sprawę z tego, że nie będziemy mogli wziąć ich wszystkich do plecaka, bo jakoś z Rosji trzeba będzie wyjechać. A to przecież dopiero początek naszego zbieractwa…

Sjenit z różowym eudalitem

Sjenit z różowym eudalitem

Bogactwo kolorów, jakimi zaskakują nas tutejsze okazy, naprawdę robi wrażenie. Czerwone, różowe, fioletowe, zielone, niebieskie… cała paleta barw. Do plecaka ostatecznie pakuję kilka okazów, m.in. ten, widoczny na zdjęciu obok – sjenit z eudalitem (bardzo rzadkim minerałem krzemianowym, który poza Półwyspem Kolskim występuje w niewielu miejscach na świecie).

Poszukiwania minerałów trwają ponad godzinę. Przerywa je dopiero deszcz, który zaczyna padać coraz mocniej. Niestety moje przewidywania sprawdziły się. Nie mogę jednak narzekać na nieudane zbiory, bo kilka pięknych okazów udało mi się zebrać.

Kirowsk

Kirowsk

Wsiadamy do naszego niezniszczalnego autobusu, a szofer zamienia się w kierowcę WRC, choć na rajdówkę to nasz wehikuł nie wygląda :). Mamy powtórkę z rozrywki. W drodze powrotnej przez bezdroża zabawa jest jeszcze lepsza, bo pada deszcz i kałuże są większe.

Po wyjeździe z górskiej doliny obserwujemy ciekawy widok: blokowisko na tle Chibin. Takie rzeczy to tylko w Rosji. Wygląda to nienaturalnie i okropnie (przynajmniej ja mam takie odczucia).

Cerkiew w Kirowsku

Cerkiew w Kirowsku

W drodze powrotnej, korzystając z chwilowej przerwy w opadach, zatrzymujemy się przy cerkwi w Kirowsku. Do zabytków nie należy, ale nic dziwnego, bo samo miasto założono w XX w. Przynajmniej sprawia lepsze wrażenie niż wspomniane przed chwilą blokowisko…

W drodze do akademika tradycyjnie zatrzymujemy się przy sklepie i robimy zakupy. Dochodzi godzina 16, kiedy meldujemy się na miejscu.

Mamy trochę czasu do obiadokolacji, więc postanawiamy to wykorzystać, porządkując nasze dzisiejsze trofea z Chibin. Zdajemy sobie sprawę z tego, że nie dadzą nam frykasów do jedzenia, więc korzystamy z tych, które kupiliśmy w sklepie.

Po „posiłku” odpoczywamy, a potem prezentujemy efekty naszej kilkudniowej pracy Pani Doktor. Albo tak dobrze udaje, albo naprawdę jest zadowolona :D. Robota ostatecznie skończona i jej efekty zaaprobowane. Można spać spokojnie.

Wracamy do swoich pokoi zadowoleni z siebie. Korzystając z wolnej chwili, wyciągam pocztówki, które kupiłem kilka dni temu w sklepie w Apatytach i adresuję je do kilku wybranych osób. Co ciekawe, pocztówki są w większości z… Murmańska. Z Apatytów udało mi się zdobyć tylko dwie, ale to zawsze coś ;). W sumie… szkoda, że nie wybieramy się do tego słynnego Murmańska, ale cóż… może jeszcze kiedyś…

Pocztówki z Murmańska chociaż w nim nie byliśmy niestety...

Pocztówka z Murmańska, chociaż w nim niestety nie byliśmy…

Dzisiaj wieczorem szykuje się nam kolejna impreza, tyle że tym razem pożegnalna. Dostaliśmy za zadanie godnie pożegnać Olgę – doktorantkę z Uniwersytetu Państwowego w Murmańsku, która pomagała nam w pracy z GPS w rosyjskiej tajdze. Wręczamy jej prezenty związane z Polską i Krakowem i… hmmm… świętujemy po słowiańsku :D.

Nie możemy jednak przesadzać, bo już jutro o poranku wyjeżdżamy… pod namioty nad Morze Białe!!! Aaaaaaaaa!!! Już się nie możemy doczekać! :).

Galeria zdjęć z Rosji do obejrzenia tutaj

Reklamy
Categories: Rosja | Tagi: , , , , | 3 Komentarze

Zobacz wpisy

3 thoughts on “Rosja 2008 – dzień 11 i 12 – Apatyty, Kirowsk, Chibiny

  1. Matt

    Ja przepraszam, ale stwierdzenie PAZowy cross to w tym przypadku jest mało powiedziane!! Przecież ten busik dosłownie jechał rzeką!! korytem rzeki! a jak wracaliśmy kiedy rzeka wezbrała to w jednym miejscu się zakopaliśmy, w wodzie po podłogę i tylko dzięki wybitnym umiejętnościom tego kierowcy udało się obyć bez „moczenia nóg”. To taka wstawką odemnie 😉

    • Hahaha, no ja aż tak dobrze tego w szczegółach nie pamiętam, ale dobrze, że uzupełniasz moje luki w pamięci 😉

      • Matt

        Śmieszne bo akurat to baaardzo mi w pamięć zapadło, a dużo szczegółów, o których tu piszesz w ogóle nie pamiętam 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: