Rosja 2008 – dzień 6 – Apatyty

Poranne niebo nie nastraja zbyt optymistycznie. Jest pochmurno i siąpi lekki deszcz. Po „pysznym” śniadaniu zapada decyzja: dziś nie jedziemy w teren. Czeka nas wizyta w filii Państwowego Uniwersytetu Technicznego w Murmańsku, znajdującego się w Apatytach. Komary nie dają nam spokoju już od samego rana. Gdyby tak wytępić całe to paskudztwo… o ile świat byłby piękniejszy…

Wykład w języku angielskim prowadzi profesor geologii Mikołaj Kozłow. Da się zrozumieć, choć rosyjski akcent u pana Kozłowa jest zdecydowanie wyczuwalny :). Jako że geologia Półwyspu Kolskiego jest dosyć skomplikowana i kompletnie odmienna od polskiej, wykład do przyjemnych nie należy. Nie wiemy, czy bardziej bawi nas mapa regionu z niezliczoną ilością kolorów i ich odcieni, czy też rosyjska wersja tabeli stratygraficznej. Wypada jednak zachować powagę. W końcu znajdujemy się na Półwyspie Kolskim. Miejscu, w którym na powierzchni Ziemi odsłaniają się jedne z najstarszych skał świata, utworzone prawie 4 mld lat temu!

Podczas wykładu, trwającego w przybliżeniu około 2 godzin, dostajemy do ręki plan Apatytów  (aby się nie zgubić) oraz numer telefonu taksówek (w razie, gdyby nam się to jednak udało). Opuszczamy filię uniwersytetu i kierujemy się w stronę jakiegoś Instytutu, w którym Rosjanin polskiego pochodzenia opowie nam, w jakim to czystym, zdrowym i prawie zupełnie nieskażonym miejscu mamy okazję przebywać.

Żarty żartami, ale nie ma się tak naprawdę z czego śmiać. Pyły apatytowe, które są równie szkodliwe dla zdrowia, jak pyły azbestowe, to przekleństwo tego obszaru. Obecnie większość zakładów w okolicy jest zlikwidowanych, więc skażenie stopniowo maleje. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu, gdy w mieście funkcjonował zakład przeróbczy apatytu, z którego produkowano m.in. nawozy sztuczne, miasto i okolica były potwornie skażone. Średnia życia mieszkańców była przeraźliwie niska. Osoby powyżej 60 roku życia były szczęściarzami. Większość umierała wcześniej. To nie jedyne takie miasto w Rosji – kraju, w którym ochrona środowiska i troska o obywateli są na dalszym planie, bo przecież „ludzi u nich mnogo”. Smutne, ale prawdziwe.

Zanieczyszczone jest nie tylko powietrze. Woda z pobliskiego jeziora Imandra służy do chłodzenia Kolskiej Elektrowni Atomowej, która znajduje się na południe od Apatytów w miejscowości Polarnye Zory (Zorze Polarne). To ta sama woda, w której bierzemy prysznice i w której pływają rybki serwowane na nasz obiad. Czyli już się wyjaśniło dlaczego ryby, które podają nam na talerzach nie są w całości! Nadmiar fosforu powoduje zwiększoną łamliwość kości, gdyż zaburza wchłanianie wapnia. To dlatego ryby rozpadają się, zanim je dotkniemy…

Słuchamy w skupieniu i niedowierzaniu, podziwiając przy okazji urządzenia pomiarowe, służące do badania skażenia powietrza i stężenia pyłów apatytowych. Gdzie my do cholery przyjechaliśmy?!

Dom Sportu GEOLOG, Apatyty

Dom Sportu GEOLOG, Apatyty

Na dzisiaj to koniec „pracy”. Wyposażeni w plan miasta – ruszamy! Celowo nie piszę, że idziemy zwiedzać Apatyty, bo stwierdzenie to byłoby nadużyciem. Pierwszym „ciekawym” obiektem, jaki spotykamy na swojej drodze, jest Dom Sportu „Geolog”, a właściwie to, co z niego pozostało. Jego obecny wygląd to obraz nędzy i rozpaczy.

Amazonit

Amazonit

Po chwili dochodzimy do interesującego miejsca, przypominającego kamienny krąg Stonehenge w Wielkiej Brytanii. Zróżnicowanie skał na tym skwerze jest jednak zdecydowanie większe niż w jego angielskim odpowiedniku. Odnajdujemy tu przepiękne skały i minerały: pegmatyty, eudality, amazonity i wiele, wiele innych geologicznych rarytasów, o jakich w Polsce moglibyśmy tylko zamarzyć. Zgodnie z zasadą, że w Rosji wszystko (no dobrze – większość rzeczy) jest większe, oglądane przez nas kryształy zaskakują wielkością i wykształceniem.

Tak się pracuje w komunizmie, Apatyty

Tak się pracuje w komunizmie, Apatyty

Ale dosyć geologii, bo mógłbym się w tym miejscu za bardzo rozpisać :). Czas iść na zakupy! Miasto nie wygląda na wymarłe. Zamieszkuje je w końcu ponad 50 tysięcy ludzi. Architektura – wybitnie socrealistyczna, nie trzeba komentować. Chociaż… nie! Skomentuję! O ile budynki nie przedstawiają ciekawej wartości, to w mieście istnieje coś jeszcze, co sprawia, że turysta z Polski i zachodniej Europy nie wyjedzie z miasta niezadowolony. To propagandowe rzeźby, hasła oraz pomniki. Jedno z tego typu dzieł możecie oglądać na zdjęciu po lewej stronie. Jeżeli dobrze zrozumiałem estetyczną wrażliwość i natchnienie twórców tego „cuda”, to przedstawia ono alegorię greckich atletów, reprezentujących dumnie swoją Ojczyznę podczas igrzysk. Tak samo dzielni i umięśnieni są budowniczowie jedynego słusznego ustroju – komunizmu w ZSRR. Doprawdy… podziwiamy inwencję twórców. Komunizm dawno się skończył, także w Rosji, ale właśnie na takiej prowincji doskonale widać, że nikt nie ma zamiaru usuwać jego symboli i pomników. Starsze pokolenie wciąż z rozrzewnieniem wspomina stary ustrój. Pewnie dlatego poparcie wśród tej grupy dla obecnego stylu prezydentury i rządów jest wciąż silne. Ale miało nie być polityki!

Co jeszcze zwraca naszą uwagę w Apatytach? Wyasfaltowane chodniki. Trzymają się dzielnie od czasów, gdy także w Polsce asfaltowano wszystko, co się dało, nie zastanawiając się nad estetyką takiego rozwiązania i nad tym, czy drzewa rosnące przy takich chodnikach przetrwają w takim otoczeniu. Na ulicach królują łady. Od czasu do czasu pojawiają się również moskwicze. Nowsze auta to sporadyczny widok, ale się pojawiają.

Po drodze robimy zakupy w rosyjskiej „Biedronce”, która występuje tutaj w wersji pod nazwą „Pszczółka”. Kolejny dyskont o owadziej nazwie… ciekawe… :).

Zauważamy pomnik Lenina. Być w Rosji i nie zrobić sobie zdjęcia przy jednym z największych zbrodniarzy świata to „grzech”. Wiem, dziwnie i strasznie to brzmi, ale tym ludziom przez lata wmawiano, że to bohater, więc gdy będziemy na wschód od Buga niech nas nie zdziwi jego podobizna, spoglądająca na nas z wysokiego cokołu. Ten kraj tak po prostu ma. Najważniejsze jest to, aby pamiętać, że Lenin ma na sumieniu więcej ofiar niż Stalin czy Hitler! I tym podsumowaniem kończę swój wywód na ten temat.

Pomnik Lenina w Apatytach

Pomnik Lenina w Apatytach, fot. Mateusz Kolankowski

Nasz akademik

Nasz akademik

Na koniec wstępujemy na pocztę, gdzie sympatyczna młoda pani jest bardzo zaskoczona widokiem obcokrajowców w tym miejscu. W sumie to się nie dziwimy – mało turystyczne miejsce :). Korzystając z planu miasta, wracamy do akademika. Na miejscu jesteśmy około godziny 17. Czas na odpoczynek i krótką drzemkę, po której schodzimy na kolację. Jakże przyjemnie jest spożywać posiłek ze świadomością, że pochodzi z tych okolic, a woda na herbatę przybyła z pobliskiego jeziora Imandra…

Po kolacji ponownie ucinamy sobie krótką drzemkę. Nie musimy się nigdzie spieszyć. Przecież i tak słońce nie zajdzie i nie zrobi się ciemno :). Około godziny 21 wyruszamy na „zwiedzanie” okolic. Bierzemy ze sobą GPS, który dostaliśmy dzisiejszego dnia, a który przyda nam się podczas pracy w kolejnych dniach praktyk. Dać dużym chłopczykom zabawkę… wszyscy wiemy o co chodzi ;).

Druga strona Apatytów...

Druga strona Apatytów…

Po niecałych 5 minutach od akademika spotykamy pierwszą nieczynną fabrykę. Robi naprawdę przygnębiające wrażenie. Wewnątrz ogromna ilość śmieci i porozbijanych butelek. Idealne miejsce dla fotografów, którzy pasjonują się industrialem. Na razie nie zapuszczamy się głębiej. Jeszcze przyjdzie na to czas.

Bezdomne psy w Apatytach

Bezdomne psy w Apatytach

Wokół budynku, a raczej tego, co z niego zostało, wałęsa się mnóstwo bezdomnych psów. Już wiem, co będę robił z resztkami jedzenia i kośćmi z kurczaka, które zostają codziennie z naszego „przydziału” żywności. Kolejny smutny i przygnębiający widok.

Chibiny i Apatyty

Chibiny i Apatyty

Kierujemy się w stronę dymiących kominów (chyba elektrowni). Gdyby nie one, krajobraz tych okolic można by określić jako przepiękny. Mam tu na myśli Chibiny – stary masyw, który góruje nad Apatytami i ich okolicami. Będziemy mieli okazję jeszcze po nim pochodzić.

Pogoda jest zdecydowanie lepsza od porannej. Szkoda tylko, że komarów nie ubyło… Kończymy swój rozpoznawczy spacer i powoli wracamy do akademika. Po drodze mijamy stację benzynową, gdzie „95” w przeliczeniu na złotówki kosztuje poniżej 3 zł za litr… Przynajmniej oko można nacieszyć… Ciekawostka: gdyby ktoś chciał oszczędzić, może kupić paliwo o mniejszej liczbie oktanowej – 92 lub nawet 76! Czy to się naprawdę opłaca? Zależy jaki kto ma samochód i silnik, bo z pewnością nie każdy to przeżyje :D.

Ehh te ceny benzyny...

Ehh te ceny benzyny…

W akademiku znowu odczuwamy zmęczenie, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Po chwili zostaję wyrwany z błogiego odpoczynku i poproszony o … tłumaczenie dla trzech młodych Rosjanek, mieszkających w tym samym akademiku. Nie ukrywamy, że chcielibyśmy z nimi wyjść na miasto, aby się zabawić, bo wyglądają bardzo sympatycznie (a szczególnie jedna, o opaleniźnie mającej się nijak do klimatu panującego na Półwyspie Kolskim). Już sama rozmowa z nią to czysta przyjemność. Zarówno werbalna, jak i estetyczna :D. Ze wspólnej zabawy jednak nici. Chyba za bardzo podpadliśmy pierwszego dnia praktyk, bo pani doktor zabroniła portierowi nas wypuszczać… Czujemy się trochę jak psy przywiązane do łańcucha. No, przynajmniej męska część naszej ekipy :P. Cóż, jak to powiedziały Rosjanki, gdy dowiedziały się o tym, że z zabawy nici: „very bad… very bad…”

Białe noce

Białe noce

Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko położyć się spać. „Nocne” niebo każdego dnia zaskakuje innym kolorytem, dlatego też po raz kolejny uwieczniam je na fotografii. Dzisiaj imprezy nie ma. Dzisiaj jest „żałoba” 😦

Galeria zdjęć z Rosji do obejrzenia tutaj

Reklamy
Categories: Rosja | Tagi: , , , | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: