Rosja 2008 – dzień 5

Nie śpimy zbyt długo, biorąc pod uwagę fakt, że położyliśmy się spać grubo po północy. Cóż… trzeba najpierw odpracować ten fantastyczny wyjazd, a więc zabierać się za kartowanie terenu. Zanim jednak wyruszymy w teren, czeka nas śniadanie.

Śniadanie po rosyjsku… Jak wspomniałem wcześniej, zaczynam rozumieć, dlaczego Rosjanie piją dużo wódki. Połączenie białego twarogu z dżemem oraz parówki!!! na dobry początek dnia – to nie może się dobrze skończyć. Jest nawet deser! 🙂 Przepyszny batonik – „Parowoz”, przypominający w smaku Kinder Delice. Jak dotąd nie czujemy się źle, ale dopiero co wtłoczyliśmy w siebie tą wybuchową jedzeniową mieszankę, więc wszystko może się zdarzyć…

Około godziny 9 odjeżdżamy naszym praktykowym autobusem marki PAZ na zachód, w kierunku międzynarodowej drogi E105 (rosyjskiej M18), która łączy Murmańsk z Sankt Petersburgiem.

Na miejscu jesteśmy po niecałej godzinie jazdy i od razu kierujemy się w głąb rosyjskiej tajgi. Każdy z nas niesie ze sobą sprzęt potrzebny do pracy. Idąc w górę, spotykamy coraz mniej drzew, a coraz więcej skał i … komarów. Niestety. Zaczyna się. Te paskudne stwory nie znają słowa litość i bez oporów tną wszędzie i w każdym momencie. I nie łudźcie się – żadne repelenty nie pomogą na komarzyce z tajgi. Musicie się po prostu zaopatrzyć w woalki, przypominające te, których używa się w pszczelarstwie.

Po krótkim, teoretycznym wstępie na temat budowy geologicznej miejsca, w którym się znajdujemy, zabieramy się do pracy. Na początku wydzielamy teren, który będziemy kartować. Nie będę opowiadał Wam, co robimy konkretnie, bo musiałbym przynudzać, a nie mam zamiaru tego robić :).

Nasze przydziałowe drugie śniadanie...

Nasze przydziałowe drugie śniadanie…

Czas na przerwę! I to obiadową! Chociaż obiad, biorąc pod uwagę to, co dostajemy do jedzenia głównego dania dnia bynajmniej nie przypomina. Co wchodzi w skład naszego „przepysznego” zestawu, który widać na zdjęciu po lewej stronie? Już wymieniam. Małe udko z kurczaka (znajduje się w folii), ogórek, pomidor, jajko, połówka bułki oraz ziemniak (mniej więcej co drugi dzień będzie zepsuty :)). Po takim posiłku aż chce się pracować!

Miejsce naszych praktyk - wgórze Woczelambina

Miejsce naszych praktyk – wzgórze Woczelambina

Nie trwoniąc czasu, zabieramy się więc do roboty. Pracę umila nam widok, jaki rozpościera się ze wzgórza. Poza bezkresnymi lasami i górami krajobraz urozmaica nam jezioro Imandra (o powierzchni prawie 8 razy większej od największego polskiego jeziora – Śniardwy). Po około pięciu godzinach pracy – fajrant! Schodzimy w dół tą samą ścieżką i czekamy na nasz autobus.

Dobrze, że jeszcze nie nadjechał, bo… mamy z Mateuszem pewien problem… Przypominamy sobie, co jedliśmy na śniadanie i jesteśmy między młotem, a kowadłem. Z naturą się w tym wypadku nie wygra. Nie chcemy śmierdzieć, więc postanawiamy wystawić się na pożarcie krwiożerczych komarzyc i liczyć ukąszenia. Tutaj nawet woalka by nie pomogła…

Wjazd do Apatytów

Wjazd do Apatytów

Na szczęście powrót autobusem nie trwa wieczność, choć po drodze zatrzymujemy się przy literach obwieszczających wjazd do Apatytów. Na miejscu problemy żołądkowe szybko przechodzą. Po krótkiej przerwie – co? Oczywiście – kolacja! Szczerze? Mam dość tego żarcia. O jak ja tęsknię za filetem z kurczaka i ziemniaczkami mhmmm :). Nawiasem mówiąc, nawet nie pamiętam, co wtedy było na kolację i chyba nie chcę pamiętać.

To nie koniec pracy na dzisiaj. Czeka nas jeszcze sprawozdanie z całego dnia kartowania. Musicie mi uwierzyć – nie ma nic przyjemniejszego od pisania sprawozdania ze skał metamorficznych i opisywania ich po kolei. Wizja wieczornej, kulturalnej imprezy działa na nas jednak motywująco, więc bynajmniej się nie obijamy, tylko działamy prężnie. W końcu w kupie siła.

Białe, a raczej różowe noce, godz. 2.45

Białe, a raczej różowe noce, godz. 2.45

Dzisiejszy wieczór i początek nocy spędzamy w swoim towarzystwie, bez Rosjan. W końcu „The Guardian” czuwa na dole i tylko na to czeka, abyśmy dali jej pretekst do interwencji. Nie wiedzieć czemu, ale impreza odbywa się po raz drugi w naszym pokoju. Cóż… nie chodzi mi o sprzątanie, ale o to, że zabawić się lubimy, ale równie szybko mamy ochotę się położyć spać, a w tych warunkach jest to nieco utrudnione.

Impreza kończy się ok. 2.30. Po raz kolejny przed snem uwieczniam nocne, apatytowe niebo (tym razem w kolorze różu) i kładę się spać.

Galeria zdjęć z Rosji do obejrzenia tutaj

Reklamy
Categories: Rosja | Tagi: , , | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: