Gruzja – dzień 3 – Tbilisi

Wykorzystujemy fakt, że w hostelu można się w końcu wyspać i wstajemy dopiero przed godziną 10. Ostatnia chwila wytchnienia dla mojej spalonej twarzy i w drogę!

Tbilisi to stolica Gruzji od około 1500 lat. Ślady osadnictwa na tym terenie sięgają nawet III w. p.n.e. Jest to zatem bardzo stare miasto, w porównaniu do naszych polskich grodów. Jego nazwa pochodzi od słowa „tbili”, co w języku gruzińskim oznacza „ciepły”. Ma to związek z gorącymi źródłami, które występują na obszarze miasta.

Most Pokoju

Most Pokoju

Swe pierwsze kroki podczas dzisiejszego zwiedzania kierujemy w stronę mostu Pokoju. Części do budowy tej kładki przywiozło z Włoch ponad 200 ciężarówek. Jej architektura jest dosyć kontrowersyjna. Może się albo podobać albo nie. Osobiście uważam ten most za jeden z bardziej charakterystycznych obiektów w Tbilisi, który ładnie komponuje się z otoczeniem.

Przed nami strome podejście do twierdzy Narikala, położonej na prawym brzegu rzeki Mtkwari. Zanim jednak zaczniemy się wspinać krętymi uliczkami miasta – czeka nas wyzwanie: przejście przez kilkupasmową drogę. Jest to nasz trzeci dzień w Gruzji, więc wiemy z czym się to wiąże. Stwierdzamy, że jest prawdopodobieństwo, że nie zostaniemy rozjechani na środku drogi i w końcu udaje nam się znaleźć po drugiej stronie ulicy.

Na zboczu wzgórza, na którym zbudowano twierdzę stoi pomnik Matki Gruzji, trzymającej w jednej ręce czarę z winem – dla przyjaciół, a w drugiej miecz – dla wrogów. Wszędzie widać policję. Po raz kolejny przekonujemy się, że reforma tej formacji to jeden z większych sukcesów Gruzji początków XXI w.

Nie skłamię, jeśli powiem, że czuję się tu bezpieczniej niż w Polsce. Zapewne sporo ludzi w Polsce ciągle patrzy na Gruzję przez pryzmat wojny z Rosją w 2008 r. i uważa, że jest tu niebezpiecznie. Otóż – nie jest. Nie byliśmy w Osetii Południowej czy Abchazji, więc nie wiemy, jak tam wygląda sytuacja, ale w Gruzji „właściwej” jest bezpiecznie. Należy oczywiście pamiętać o podstawowych zasadach bezpieczeństwa, które obowiązują na całym świecie oraz o tym, że „strzeżonego Pan Bóg strzeże”.

Gdyby nie to, że podczas naszego pobytu w Tbilisi kolejka, która wywozi turystów w górę – do twierdzy – nie funkcjonuje, skorzystalibyśmy z tej możliwości transportu. Niestety przechodzi akurat remont.

Zabudowa nad rzeką Mtkwari

Zabudowa nad rzeką Mtkwari

Upał powoli zaczyna nam doskwierać. Jak to dobrze, że w wielu miejscach Tbilisi są krany, gdzie można się za darmo napić wody i ugasić pragnienie. Napełniamy nasze butelki i po zwiedzeniu twierdzy schodzimy powoli w dół. Ze wzgórza rozciągają się wspaniałe widoki na miasto i okolice. Duże wrażenie robi zabudowa na stromym, lewym brzegu rzeki Mtkwari, gdzie pod balkonami znajduje się kilkudziesięciometrowa przepaść.

Idąc stromą uliczką w dół, naszym oczom ukazuje się scenka rodzajowa z cyklu „this is Georgia…”: ciężarówka Kamaz, w pełni załadowana, jedzie na wstecznym biegu ok. 20 km/h po drodze o nachyleniu ok. 10 stopni…

Zdążyliśmy już zgłodnieć, więc robimy sobie krótki postój w małym sklepiku. Mateusz chyba nie jest zbytnim fanem chaczapuri, bo zamawia sobie gruzińską pizzę. Ja pozostaję przy tradycyjnym daniu, które smakuje mi najlepiej.

Przed nami kolejne przejście przez kilkupasmową ulicę. Na szczęście znajdujemy podziemny tunel i możemy spokojnie, bez obaw o życie znaleźć się po drugiej stronie szosy.

Idziemy w kierunku katedry Sameba, której budowę ukończono na początku XXI w. Jest to największy sobór w Gruzji i jedna z największych świątyń prawosławnych na świecie. To, co zwraca naszą uwagę w jej wnętrzu, to bynajmniej nie jej wystrój. W środku funkcjonuje istny bazar, a wierni są jakby dodatkiem. Najbardziej zdumiewa nas widok popa, który bez konsternacji rozmawia we wnętrzu soboru przez telefon komórkowy…

Pogoda daje nam się we znaki, więc postanawiamy odpocząć na ławce, w cieniu gruzińskich drzew, niedaleko od Pałacu Prezydenckiego.

Stalin wiecznie żywy...

Stalin wiecznie żywy…

Po sjeście idziemy dalej zwiedzać miasto. Kierujemy się na północ, w stronę targu staroci w Parku 9 marca. Teraz zagadka: Co należy zrobić, aby tam dojść, kiedy znajdujemy się po niewłaściwej stronie drogi? Odpowiedź jest prosta tylko z pozoru. Przejście przez pasy w tym miejscu nas przerasta i decydujemy się zawrócić do wcześniejszego mostu, którym bez stresu przechodzimy na drugą stronę ulicy, mijając po drodze, przy witrynie sklepowej portret towarzysza Stalina.

Na targu można kupić wiele ciekawych rzeczy. Począwszy od starych monet i paszportów z czasów ZSRR, poprzez miecze, mundury, hełmy wojskowe, a skończywszy na tradycyjnych rogach do picia wina. Pan zapewnia nas, że wpuszczą nas z takim mieczem do samolotu, ale jakoś mu nie wierzymy :). Gdy będziecie kiedyś w Tbilisi – obowiązkowo odwiedźcie to miejsce!

Wracamy w kierunku centrum, zwiedzając wyglądające podobnie monastyry, które szczerze mówiąc – nudziły nas już drugiego dnia pobytu w Gruzji. Po drodze robimy małe zakupy, wliczając w to słynną gruzińską wodę mineralną – Borjomi. Nie wypada jej nie skosztować, będąc na miejscu. Należy ją jednak pić z umiarem, jeżeli zamierzamy zatrzymać się tu na dłużej. Jest to woda bardziej zmineralizowana od polskich, ogólnodostępnych w sklepach wód i po regularnym, codziennym piciu w dużych ilościach możemy mieć problemy z nerkami (ze względu na ogromną zawartość sodu, woda sprzyja tworzeniu się kamieni nerkowych).

Niestety, Mateuszowi nie udaje się znaleźć w żadnym sklepie czurczeli, a targ staroci, gdzie widzieliśmy je po raz ostatni już się skończył. Trzeba było nam zrobić zapasy wczoraj w górach, ale kto to wiedział, że w Tbilisi ciężej o czurczelę, niż na prowincji.

Niespodzianki na chodniku...

Niespodzianki na chodniku…

Wspominałem o bezpieczeństwie w Gruzji, ale zapomniałem o jednej rzeczy. Tutaj trzeba patrzeć pod nogi, szczególnie w nocy. Idąc wzdłuż lewego brzegu rzeki Mtkwari, napotykamy: najpierw dziurę w studzience kanalizacyjnej, a potem… zwykłą dziurę w chodniku. Nie życzę nikomu wpaść w coś takiego. Można się w najlepszym przypadku potłuc, a w najgorszym – zabić. I to nie są wcale żarty. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że kilkaset metrów od tych dziur znajduje się… Pałac Prezydencki. Cóż… prezydent jak widać nie chodzi na spacery wzdłuż rzeki.

Pałac prezydencki w Tbilisi

Pałac prezydencki w Tbilisi

Centrum Tbilisi pełne jest nowoczesnych budynków, jeszcze nie oddanych do użytku bądź oddanych niedawno. Przybierają one fantazyjne nieraz kształty, zupełnie odmienne od staromiejskiej części Tbilisi.

Wieczorem zaczyna grzmieć. Spacerując przez ostatnie godziny po stolicy, natrafiamy na starszą Panią sprzedającą czurczelę. Obawiam się, że w Batumi, gdzie będziemy jutro, może być z zakupem czurczeli jeszcze większy problem niż w Tbilisi. Postanawiam więc kupić ją tutaj. Nie jest tak dobra, jak ta kaukaska, ale pożywna jak zawsze 🙂 .

Odpoczywamy chwilę w parku i jedziemy metrem na dworzec kolejowy, z którego odjedzie nasz pociąg do Batumi, a właściwie do Makhindjauri – stacji położonej ok. 5 km na północ od Batumi. Na dworcu ciężko zorientować się z którego peronu odjeżdżają pociągi, więc trzeba po raz kolejny wykorzystać znajomość rosyjskiego i zapytać o to w informacji.

Szukamy naszego wagonu. Okazuje się, że jest pierwszym za lokomotywą. Wsiadamy do środka. Tym razem postanowiliśmy kupić nieco droższe bilety i pojechać wagonem „modernized”, w przeciwieństwie do podróży z Rioni do Mtshety. Różnicę widać nie tylko w wyglądzie przedziałów. Pasażerowie to przeważnie obcokrajowcy.

Mateusz wspominał, że ciężko mu było spotkać w Londynie Anglika z krwi i kości… a tu proszę… spotkał ich w gruzińskim pociągu. W przedziale podróżuje z nami para starszych Anglików, posługująca się „podręcznikową” angielszczyzną. Urządzamy sobie z nimi pogawędkę, którą przerywają odwiedziny młodych Gruzinów, częstujących nas gruzińskim winem. Korzystamy z okazji, bo będąc w Gruzji, a nie napić się wina, choćby symbolicznie – to grzech.

Po kilkunastu dalszych minutach lądujemy w przedziale z dwoma Amerykankami, Rosjanką i wspomnianymi dwoma Gruzinami. Od dziewczyn dowiadujemy się, że jeden z nich nosi przy sobie pistolet. Do tego na górnym łóżku śpi Chińczyk. Słychać polsko-gruzińsko-angielsko-rosyjską mieszankę językową. Ale… niestety pora iść spać! Czeka nas pobudka po godzinie 6, a jest już po godz. 1. Znowu się nie wyśpimy… :). Świadomość, że jutro czeka na nas Batumi powoduje jednak, że o tym nie myślimy.

Galeria zdjęć z Gruzji do obejrzenia tutaj

Reklamy
Categories: Gruzja | Tagi: , , | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: